Czytania
Iz 9. 1 – 3, 5 – 6 ; Tt 2. 11 – 14 ; Łk 2. 1 – 14
Iz 62. 11 – 12 ; Tt 3. 4 – 7 ; Łk 2. 15 – 20
Iz 52. 7 – 10 ; Hbr 1. 1 − 6 ; J 1. 1 − 18
Kazania
Maria z Agredy − Mistyczne Miasto Boże
Hildegarda z Bingen – Liber divinorum operum
Maria z Agredy
Pałac, jaki najwyższy Król Królów i Pan Panów przygotował dla swego wiecznego syna, który miał wkrótce stać się człowiekiem, i w którym miał zostać przyjęty przez świat, był najbiedniejszą i najnędzniejszą chatą czy jaskinią, w jakiej Maria i Józef mogli znaleźć schronienie. Miejsce to było tak żałosne, że chociaż w Betlejem było wtedy wielu przyjezdnych, a miejsc w gospodach nie było wystarczająco, nikt by nie chciał spędzić tam nocy; bo nie mogło to miejsce zadowolić kogokolwiek, oprócz mistrzów pokory i ubóstwa: Chrystusa, naszego Pana i Jego najczystszą matkę. Dlatego mądrość Ojca Przedwiecznego zarezerwowała to miejsce dla nich, ozdobiła odosobnieniem i ubóstwem i poświęciła na pierwszą świątynię światła, na dom prawdziwego Słońca Sprawiedliwości, które miało wzejść z Maryi, Gwiazdy Zarannej, w ciemności nocy, ciemności grzechu, który ogarnął cały świat.
Maria i Józef weszli do jaskini. W blasku światła towarzyszących im aniołów, mogli z łatwością dostrzec, ku ich wielkiej uldze i radości, że jaskinia była uboga i opuszczona, tak jak sobie życzyli. Od razu oboje uklękli, by wychwalić Pana i podziękować Mu za to błogosławieństwo. Wiedzieli bowiem, że dane im to było dzięki niezgłębionym postanowieniom wiecznej mądrości. Maria, Królowa Niebios, miała szczególnie głębokie zrozumienie tej tajemnicy. Ponieważ w tej samej chwili, kiedy postawiła stopę w jaskini, uświęcając ją tym samym, przepełniła Ją tak ogromna wewnętrzna radość, że cała Jej istota została uniesiona i ożywiona. Prosiła Pana, aby hojną ręką wynagrodził tym wszystkim mieszkańcom pobliskiego Betlejem, którzy ich nie przyjęli, a dzięki którym odnaleźli to wielkie szczęście, jakie czekało na nich w tym miejscu. Grota ta składała się wyłącznie z naturalnych, nieobrobionych skał, bez żadnego wyposażenia czy przeróbek, tak że w oczach ludzi nadawała się jedynie jako schronienie dla zwierząt, podczas gdy Ojciec Przedwieczny przeznaczył ją jako schronienie i mieszkanie dla swego Syna.
Anielskie duchy, które jako niebiańskie zastępy stanowiły straż honorową swojej królowej, ustawiły się w rzędach, podobnie jak straż przyboczna w pałacu królewskim. W widzialnej, ludzkiej postaci ukazali oni się także Józefowi. Dostąpienie tak radosnej łaski było w tych okolicznościach jak najbardziej właściwe. Widok groty w niebiańskich ozdobach złagodził jego wcześniejszy smutek, a także pokrzepił jego serce i przygotował na wydarzenie, jakie miało się dokonać tej nocy. (…)
Najwyższy oznajmił wówczas swojej dziewiczej matce, że nadszedł czas dla Niego, aby opuścić przybytek jej łona i przyjść na świat. Objawił również sposób, w jaki ma się to dokonać. Upadła przed królewskim tronem Boga i w imieniu swoim i wszystkich stworzeń złożyła Bogu należną cześć, uwielbienie, dziękczynienie i chwałę za to niewypowiedziane miłosierdzie i łaskawość Jego niezmierzonej miłości. Błagała Boga o nowe światło i nową łaskę, aby móc godnie służyć, pielęgnować i wychowywać Wcielone Słowo, które miała wkrótce wziąć na ręce i karmić. Matka Boża przedstawiła tę prośbę z najwyższą pokorą, bo była świadoma jak wzniosłym i bezprecedensowym zadaniem było jako matka karmienie i pielęgnowanie Boga. Uważała się przy tym za niegodną tego urzędu, którego nawet najwyżsi Serafini nie mogliby należycie wypełnić. To są tajemnice, które Matka Mądrości w swojej roztropności i pokorze rozważała (Łk 2. 19). Ale właśnie za to całkowite uniżenie przed obliczem Najwyższego, Pan wywyższył Ją i ponownie nadał tytuł Matki Bożej, powierzając Jej pełnienie funkcji prawowitej matki i traktowanie Go jako Syna Ojca Przedwiecznego, ale zarazem jako własnego. (…)
Maria była tak uduchowiona, tak piękna, tak promieniująca, że nie przypominała już ludzkiego ani innego ziemskiego stworzenia. Jej twarz promieniowała promieniami światła jak słońce mieniące się najpiękniejszym blaskiem. Jej oblicze było bardzo poważne, pełne cudownego majestatu. Jej serce płonęło ogniem miłości. Leżała przy żłobie z oczami wzniesionymi ku niebu, rękami złożonymi i przyciśniętymi do piersi. Jej duch był całkowicie pochłonięty w boskości, cała Jej istota została jakby przemieniona w Boga. W takim stanie, na koniec tego uniesienia, Najwyższa Pani dała światu jednorodzonego Syna Bożego, naszego Zbawiciela, Jezusa, prawdziwego Boga i człowieka, o północy, w niedzielę, w roku przyjętym przez Kościół rzymski jako roku 5199 od stworzenia świata. To jest, jak mi zostało objawione, prawidłowo przyjęty rok. (…)
Na koniec wspomnianego widzenia i uniesienia wiecznie dziewiczej matki, Słońce Sprawiedliwości, Syn wiecznego Ojca i Jej syn, całkowicie nieskazitelny, piękny, promieniujący i czysty narodził się z Maryi. I to w taki sposób, że Jej dziewiczość i czystość zostały jeszcze bardziej ubóstwione i uświęcone, bo nie otwierając dziewiczego łona, wyszedł z niego jak promienie słońca. Bo kiedy te przechodzą przez kryształ nie rozbijają go, lecz sprawiają, że jest jaśniejszy i piękniejszy. (…)
Boskie dziecko opuściło więc ciało matki samo, bez jakiegokolwiek fizycznego udziału. Przyszedł na świat chwalebnie w przemienieniu, ponieważ nieskończona mądrość Boża postanowiła, że w chwili narodzin chwała najświętszej duszy przepełni ciało Boskiego dziecka i udzieli Mu darów chwały, jak to będzie miało miejsce później na górze Tabor. (…)
Maryja, trzymając Jezusa na rękach, była niejako ołtarzem lub tabernakulum, przed którym 10 tysięcy aniołów w ludzkiej postaci czciło swego wcielonego Stwórcę. A ponieważ Przenajświętsza Trójca w szczególny sposób również była obecna przy narodzeniu Słowa, niebo było, można by powiedzieć, opuszczone, bo cały niebiański dwór udał się do groty w Betlejem, aby oddać cześć Stwórcy w nowej szacie. Wtedy święci aniołowie, ku Jego chwale zaintonowali nowy hymn: „Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli”. (…)
Później, za zrządzeniem Bożej opatrzności nadbiegł wół z pobliskich pól. Wszedł do groty, zbliżył się do osła, który służył Królowej Niebios jako zwierzę juczne. Maria nakazała obu zwierzętom złożyć pokłon i hołd. Pokorne zwierzęta posłuchały, uklękły przed Dzieciątkiem, ogrzały Je swoim oddechem i tak zwierzęta oddały hołd, jakiego odmówili ludzie. W ten cudowny sposób wypełniły się słowa proroka Izajasza „Wół rozpoznaje swojego pana i osioł żłób swego właściciela, lecz Izrael go nie poznał i lud Jego nie zrozumiał” (Iz 3. 1).
Hildegarda z Bingen – Objaśnienie Prologu św. Jana
Na początku było Słowo
Tak należy to rozumieć: Ja, który jestem bez początku i z którego pochodzi każdy początek i który jestem wieczny mówię: „Przez siebie samego sam jestem dniem, Ja, który nigdy nie pojawiłem się wraz ze słońcem, lecz jestem tym, od którego zajaśniało słońce. Jestem także rozumem, który nie jest echem innego, lecz którym oddycha każda rozumna istota. Tak więc stworzyłem zwierciadła, aby w nich móc oglądać Moje oblicze, w których wpatruję się we wszystkie Moje dzieła od początku czasów, które nigdy nie przeminą. I stworzyłem te lustra, które współbrzmią w swoich pochwałach, bo Mój głos jest jak grzmot, którym poruszam całą ziemię w żywych dźwiękach wszelkich stworzeń. To czynię Ja. I przez Moje Słowo, które jest bez początku, ale zawsze we Mnie było i jest, stworzyłem wielkie światło a wraz z nim niezliczone iskry, jakimi są anioły. Kiedy te przebudziły się w swoim świetle, zapomniały o Mnie i chciały być takie jak Ja. Dlatego odpłata mojej świętej żarliwości strąciła te, które w swojej zarozumiałości sprzeciwili Mi się. Albowiem jest tylko jeden Bóg i nie może być innego.
Wtedy wypowiedziałem w sobie małe dzieło, jakim jest człowiek i stworzyłem go na swój obraz i podobieństwo, aby w pewnym sensie działało jak Ja, skoro Mój Syn miał przyodziać się w ludzkie ciało. To dzieło Mojej inteligencji także wyposażyłem w rozum i zarysowałem w nim Moją stwórczą moc. W ten sposób rozum człowieka pojmuje wszystko w swoich możliwościach przez nazwy i liczby. Człowiek bowiem nie rozróżnia rzeczy inaczej niż przez nazwy i nie rozpoznaje mnogości inaczej niż za pomocą liczb. Jestem także Aniołem Mocy, ponieważ pozwalam się poznawać zastępom aniołów poprzez cuda i objawiam się wszystkim stworzeniom w wierze. W ten sposób poznają, że Jestem ich Stwórcą; mimo to, żadne z nich nie potrafi mnie w doskonały sposób głosić.
Człowiek jest szatą, w którą odziany Mój Syn, ukazuje się w królewskiej mocy jako Bóg wszelkiego stworzenia i jako życie życia. Zastępów aniołów, zwłaszcza tych które są służą Jego królewskiej mocy, nikt poza Bogiem nie jest w stanie policzyć. Nikt też nie może w pełni policzyć z osobna tych, którzy wyznają Go jako Boga wszelkiego stworzenia ani żaden język nie określi liczby tych, którzy w szczególny sposób głoszą Go jako Życie wszelkiego życia. Błogosławieni zatem są wszyscy, którzy z Nim mieszkają”.
Bóg całe swoje dzieło zapisał w postaci człowieka. (…). Poprzez usta człowieka Bóg symbolizuje Swoje Słowo, przez które On wszystko stworzył, tak jak każde słowo wydobywa się przez usta jako głos rozumu. Człowiek wiele osiąga poprzez słowne wyrażanie się, tak jak Słowo Boga stwarza wszystko w objęciach miłości, by Jego dzieła były doskonałe.
A Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo
Należy rozumieć to następująco: kiedy Wola Boża już się ujawniła, aby z Siebie wydobyć stworzenie – ta Wola była bez początku w Nim, nawet jeśli się jeszcze nie ujawniła – to jednak Słowo bez początku a nie Wola było przyczyną stworzenia. A Słowo było u Boga, Jak słowo jest w rozumie, bo rozum ma słowo w sobie i w rozumie jest słowo. A te dwa nie są od siebie oddzielone. Albowiem Słowo było bez początku przed początkiem stwarzania a także w jego początku. I to samo Słowo było u Boga przed początkiem stwarzania a także w jego początku i w żaden sposób nie było rozdzielone od Boga. W tym Swoim Słowie Bóg chciał, aby Jego Słowo stworzyło wszystko jak przedwiecznie ustanowił. I dlaczego nazywa się je Słowem? Ponieważ dźwiękiem swego głosu wzbudził wszystkie stworzenia i przywołał do Siebie. Bo co Bóg mówi w Słowie, Słowo nakazuje swoim brzmieniem; a co nakazało Słowo, Bóg wypowiedział w Słowie. I tak Bóg był Słowem. Bo Słowo było w Bogu i w Nim, jakby w głębi Jego serca. Bóg wypowiedział całą Swoja wolę, a Słowo to wybrzmiało i wydało wszystkie stworzenia; i tak Bóg i Słowo są jednym. Kiedy Słowo Boga zabrzmiało, wezwało całe stworzenie do Siebie, które przed wszystkimi czasami zostało w Bogu ustanowione i uporządkowane, a Swoim głosem wzbudził do życia. Bóg sprawił, że podobnie jest u ludzi, bo słowo ludzi najpierw mówi w głębi serca, zanim wyrazi to co jest w nim. Takie jest oto wewnętrzne mówienie (dyktowanie) Słowa w Słowie. Gdy bowiem Słowo Boga zabrzmiało, to pojawiło się ono (Słowo) w każdym stworzeniu, a ten dźwięk stał się życiem w każdym stworzeniu. Człowiek jest istotą rozumną poprzez żywą duszę, a jego dusza swoim żarem przyciąga do siebie ciało, w którym widoczny jest pierwotny obraz człowieka stworzony Palcem Bożym, jaki uformował w Adamie. Dusza przenika ciało, ożywiając je i w miarę wzrostu wypełnia. Ciało bowiem nie może poruszać się bez rozumnej duszy, ale dusza porusza ciało i czyni je żywym. Ciało bowiem jest w rozumnej duszy tak jak wszystkie stworzenia są w Słowie.
Ono było na początku u Boga
To znaczy: Początek, o którym mówi Mój sługa Mojżesz, natchniony przeze Mnie posługuje się słowami: „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię”. Kiedy Słowo wypowiedziało słowa „Niech się stanie”, tak jak zostało napisane, rzekł Bóg: „Niech się stanie światłość”, było Ono w tym początku, kiedy stworzenie przyjmowało od Stwórcy swój początek, u Boga tzn. w równości z boskością. To Słowo, które jest u Boga jest Mu równe w Bóstwie, ponieważ Słowo, które jest w Bogu jest nierozerwalnie związane z Bogiem i współistotne z Nim (mają tę samą istotę). Zatem wszystko jest stworzone przez Nie, ponieważ wszystkie stworzenia zostały stworzone przez Słowo, zgodnie z Wolą Ojca. (…)
A bez Niego nic się nie stało
Bez Słowa nic nie zostało stworzone, za wyjątkiem zła, które pochodzi od diabła, dlatego zostało w oczach Boga odrzucone i wrzucone w nicość. Bo jest tylko jeden jedyny Bóg i nie ma innego. Również człowiek obdarzony rozumem, któremu Bóg dał wolność wyboru w działaniu, popełnił grzech, który zostanie wrzucony w nicość, ponieważ nie został stworzony przez Boga. I dla tej nicości Bóg przeznaczył nieskończoną ciemność, bo grzech ucieka i odrzuca światło.
Ale co się stało, było życiem w Nim
(…) Zatem wszystko co Bóg stworzył ma w sobie życie, bo w swojej naturze pochodzi od Boga, który jest życiem. Tak jak Słowo Ojca dało ludziom fizyczne życie w chwili ich stworzenia, tak ukazał im życie duchowe, kiedy przyodział się w człowieczeństwo. Bowiem do innego życia, nie tego według ciała, ludzie powinni kroczyć i w duchowym życiu się rozrastać, w nowe zastępy istot duchowych. I tak Słowo trzyma w swoich rękach oba ludy, bo sam jest Synem Bożym, Bogiem i człowiekiem. Bowiem lud duchowy obejmuje swoją miłością, ponieważ jest Synem Bożym, podczas gdy lud ziemski trzyma według swojego prawa, w którym jest powiedziane: „Rośnijcie i rozmnażajcie się” (Rdz 1. 28), bo jest Synem Człowieczym. (…)
Był na świecie
Z dziewiczego ciała przybrał swoją królewską szatę, kiedy Święta Boskość pochyliła się w Jej łonie, bo w obcej naturze stał się człowiekiem, nie jak pozostali ludzie. Jego ciało zostało bowiem rozpalone (zapoczątkowane) przez Świętą Boskość. Dlatego po dniu ostatecznym, kiedy każdy człowiek zostanie przemieniony, dusze wybranych uniosą do nieba ciała, które wcześniej miały na ziemi. Bóg dokona tego z samego Siebie, przez swoją moc, której nie może ograniczyć jakiekolwiek stworzenie. Potem człowiek zostanie przyodziany w ciało, a jego kości wypełnią się szpikiem. Nie będzie już cierpiał niedostatku czy braku sił z powodu braku jedzenia, picia czy energii życiowej, ponieważ będzie kroczył niezmiennie w mocach Bożych. (…)
A świat stał się przez Niego
Świat stał się przez Niego, a nie On przez świat. Wszelkie stworzenie wychodzi ze Słowa, tzn. wszystko, co jest w stworzeniu widzialne i niewidzialne. Bo są stworzenia, których nie można ani zobaczyć, ani dotknąć, a znowu inne są widoczne i fizyczne. Człowiek zawiera w sobie obydwie te natury, mianowicie duszę i ciało, bo został stworzony na obraz i podobieństwo Boga. (…)
Tym, którzy Go przyjęli, dał moc, stać się dziećmi Bożymi
Wszystkim ludziom, obu płci, którzy Go przyjęli, poprzez uwierzenie, że jest On zarówno Bogiem jak i człowiekiem, dał On w pełni swojej mocy zdolność stania się z własnej woli dziećmi Boga w niebiańskim królestwie. To znaczy mają możliwość stać się spadkobiercami Jego dziedzictwa i dzielić z Nim Jego królestwo, i to w takiej mocy, w jakiej syn jest dziedzicem ojca. Bo jeśli uznali Go za Boga i Stwórcę, objęli Go w miłości, w wierze ucałowali, a wszystko co od Niego mieli, pragnęli starannie poznać, spadła na nich rosa Ducha Świętego tak, że dzięki nim cały Kościół zaczął rozkwitać i przynosić owoce niebiańskiej radości. Dlatego też dzięki mocy prawdziwej wiary, dane im zostało stać się dziećmi Bożymi. (…)
Którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili
Syn Boży mówi: to, co się z ciała narodziło, jest ciałem, a to, co się z Ducha narodziło, jest duchem” (J 3. 6). Dlatego ciało jest z ciała, w grzechu poczęte i zrodzone. Ale ponieważ Bóg jest Duchem, więc wszystkie istoty duchowe powstały z Niego. Ani duch nie zostanie przemieniony w ciało, ani ciało w ducha, ale przez ciało i ducha człowiek staje się udoskonalony, inaczej nie byłby człowiekiem. Bóg bowiem stworzył Adama tak, aby żył wiecznie i niezmiennie; ten jednak popełnił grzech nieposłuszeństwa, bo usłuchał rady węża. Dlatego wąż sądził, że Adam zginie całkowicie. Bóg jednak tego nie chciał i wyznaczył mu do życia miejsce wygnania, mianowicie ziemię, gdzie w grzechu począł i urodził swoje dzieci. Tak wraz z całym swoim potomstwem stali się śmiertelni i obrócą się w proch, aż do Dnia Ostatecznego. Wtedy Bóg odnowi ludzkość. Wówczas będzie ona żyć niezmiennym Życiem, w postaci takiej, w jakiej Bóg stworzył Adama. Takie jednak życie, nie mogło mieć miejsca w potomkach Adama poczętych i zrodzonych w grzechu. Ale takie życie ukazało się w człowieczeństwie Syna Bożego, przez którego Ojciec Niebieski pamiętał o wyzwoleniu ludzkości, która została utracona. Ci bowiem, którzy stają się dziećmi Bożymi mocą dobrych uczynków, nie otrzymują mocy boskiego synostwa przez rodziców, lecz przez dar Objawienia Bożego w kąpieli chrztu i w ognistym wylaniu Ducha Świętego, i w ten sposób rodzą się z Boga i zostają Jego dziedzicami.
Bóg bowiem przewidział wszystkie swoje dzieła zanim nabrały one kształtu. Kiedy podczas ich stwarzania przybrały formę, nie pozostały one puste, lecz zostały wypełnione życiem. Bez życia ciało nie byłoby ciałem, ponieważ rozpada się, kiedy życie z niego wychodzi. Lecz tchnienie Ducha, które Bóg zesłał na Adama było ogniste, obdarzone rozumem i życiem. I tak jak każde stworzenie istniało przed czasem w Bożej wiedzy, tak wszyscy ludzie, którzy dopiero mają się urodzić, istnieją i istnieli już w Jego rozumie, który obejmuje wszystko, także przyszłość. (…)
A Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami
Słowo, które było u Boga przed czasem i we wieczności, i które było Bogiem, przyjęło ciało z łona dziewicy dzięki żarowi Ducha Świętego. Tak więc Słowo stało się ciałem, ponieważ Słowo i ciało są jednym, ale nie w taki sposób, że jedno przemieniło się w drugie, lecz że są one jednym w jedności osoby. Ciało jest także szatą dla duszy, a dusza jest zobowiązana do działania wspólnie z ciałem. Ciało bez duszy byłoby niczym, a dusza bez ciała nie mogłaby czegokolwiek urzeczywistnić. Dlatego są jednym w człowieku, są człowiekiem. Tak dzieło Boga, jakim jest człowiek, został stworzony na obraz i podobieństwo Boga. Gdy bowiem człowiekowi zostaje zesłane tchnienie ducha od Boga, wtedy to tchnienie i ciało stają się człowiekiem.
Bóg uformował człowieka z gliny i tchnął w niego ducha życia. Słowo w człowieku obdarzonym rozumem przyodziało królewską szatę, wzięło ją całkowicie na Siebie i w niej pozostało. Bo także tchnienie ducha, które w człowieku jest duszą, przenika ciało i jest dla niego piękną suknią i ozdobą. Dlatego kocha je (ciało) i jest z nim w harmonii, lecz nie może być w nim widzialne. (…)
Każdy człowiek, który boi się Boga i miłuje Go, powinien otworzyć swe serce na te słowa i wiedzieć, że dla zbawienia ciała i duszy człowieka, nie są one głoszone przez człowieka, ale przeze Mnie, który JESTEM.
Dodaj komentarz