Czytania
2 Krl 4. 8 – 12, 14 – 16; Rz 6. 3 – 4, 8 – 11
Mt 10. 37 – 42
Kazania
Jan Chryzostom – Homilie do listu św. Pawła do Rzymian
Jan Chryzostom – Komentarz do Ewangelii św. Mateusza
Jan Chryzostom – Rz 6. 3 – 4
Czy nie wiecie, że my wszyscy, którzyśmy otrzymali chrzest zanurzający w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć?
Zatem przez chrzest zanurzający nas w śmierć zostaliśmy razem z Nim pogrzebani
Jak rozumieć to, że zostaliśmy ochrzczeni w Jego śmierć? Że umieramy tak jak On. Chrzest jest bowiem krzyżem. To, czym dla Chrystusa był krzyż i grób, tym dla nas jest chrzest, choć nie w tym samym sensie. Umarł i został pogrzebany według ciała; my zaś doświadczamy obu tych rzeczy w odniesieniu do grzechu. Dlatego nie mówi on „wrośliśmy w Jego śmierć, ale „w podobieństwo Jego śmierci: „Bo jeśli wrośliśmy w podobieństwo Jego śmierci, wrośniemy również w podobieństwo Jego zmartwychwstania” (Rz 6. 5). Jedno i drugie jest śmiercią, ale nie w odniesieniu do tego samego. Śmierć Chrystusa była w odniesieniu do ciała, nasza jest śmiercią w odniesieniu do grzechu. Tak jak tamta była prawdziwą i rzeczywista śmiercią, tak samo jest i z naszą. I dlatego, że jest ona prawdziwa i rzeczywista, oznacza, że musimy w niej uczestniczyć. Dlatego apostoł kontynuuje:
po to, abyśmy i my wkroczyli w nowe życie, podobnie jak Chrystus został wzbudzony z martwych przez chwałę Ojca
Ten fragment, oprócz napomnienia do prowadzenia dobrego życia, zawiera również odniesienie do zmartwychwstania. Dlaczego? Czy wierzysz – chce powiedzieć apostoł – że Chrystus umarł i zmartwychwstał? Skoro tak, uwierz w to również w odniesieniu do siebie. Bo pod tym względem jesteś do Niego podobny. Również w twoim przypadku istnieje krzyż i grób. Skoro dzielisz z Nim śmierć i grób, tym bardziej dzielisz z Nim zmartwychwstanie i życie. Kiedy większe zło, czyli grzech, zostało pokonane, nie miej wątpliwości, że pokonane zostało także mniejsze zło, czyli śmierć.
Paweł rozumowi słuchaczy pozostawia wyciągnięcie wniosków z tego, co powiedział. W odniesieniu do przyszłego zmartwychwstania, wymaga od nas też innego rodzaju zmartwychwstania, mianowicie nowego sposobu życia; zmartwychwstania już w obecnym życiu, polegającym na przemianie naszych obyczajów. Bo kiedy żyjący w nieczystości stanie się czysty, skąpy – miłosierny, surowy – łagodny, wtedy zmartwychwstanie dokonuje się już tu, na ziemi, które jest zapowiedzią tego, jakie nastąpi w przyszłości. Dlaczego w przypadku takiej przemiany możemy mówić o zmartwychwstaniu? Ponieważ pokonany został grzech, a sprawiedliwość świętuje swoje zmartwychwstanie. Stare życie znika, a w jego miejsce pojawia się nowe, anielskie życie. Kiedy słyszysz o nowym życiu, to miej na myśli wielką życiową przemianę.
Ale jak mam się nawrócić? Wystarczy zrobić pierwszy krok, a wszystko się dokona. Odwróć się od zła i nie chodź dalej tą drogą, a już wszystko wygrałeś. Tak jak jest z chorymi, jeśli stan zdrowia się nie pogorsza, to znaczy, że zaczyna się poprawiać. Podobnie jest z chorobami duszy: przestaniesz iść drogą niegodziwości, twój grzech się kończy. Jeśli wytrwasz dwa dni, trzeciego pójdzie ci łatwiej. Do tych dodaj kolejne dziesięć, potem sto, w końcu całe życie. Im dalej, tym droga staje się łatwiejsza, a kiedy dotrzesz na szczyt, będziesz się cieszył bogactwem szczęścia. Z nawróceniem jest jak z synem marnotrawnym. Kiedy powraca, ojciec nie karze go za długą nieobecność, nie gani go, nawet nie wypomina mu przeszłości. Przeciwnie, potraktował go lepiej niż tego, który zawsze zachowywał się właściwie. Mając przed oczami tę przypowieść, bądźmy zawsze radośni. Bóg chce być bardziej naszym ojcem niż panem, a On woli mieć bardziej syna niż niewolnika. Uczynił wszystko, abyśmy mogli stać się jego dziećmi, byśmy mogli go kochać jako ojca. Kiedy to od nas otrzymuje, chlubi się tym niczym wielkim zaszczytem i głosi to wszystkim. Ten, który przecież niczego od nas nie potrzebuje. Kiedy Jezus pyta Piotra, „czy kochasz mnie bardziej niż ci?” chce pokazać, że niczego innego od nas bardziej nie pragnie. Ale to, że pragnie być kochanym wynika z tego, że sam tak bardzo kocha. Dlatego mówi też do apostołów: „Kto miłuje ojca lub matkę bardziej niż mnie, nie jest mnie godzien.” Dlatego nakazuje nam nawet nasze dusze, które są nam najdroższe, pozostawić dla miłości do Boga. Chce, byśmy kochali ze wszystkich sił, całym sercem, całą duszą, jak uczy Jezus w przykazaniach miłości. Może się to wydawać trudne, ale przecież my sami zachowujemy się bardzo podobnie. Jeśli nie darzymy kogoś szczególną sympatią, to nie zabiegamy specjalnie o jego uczucia wobec nas, nawet gdyby była to wielka osobistość ciesząca się powszechnym poważaniem. Ale jeśli bardzo kogoś kochamy, to bez względu na to kim jest ta kochana osoba, odwzajemnione przez nią uczucie zawsze będzie największym szczęściem i zaszczytem. Dlatego Jezusowi tak bardzo zależy na naszej miłości, ponieważ sam nas kocha, do tego stopnia, że poniósł za nas śmierć na krzyżu. I też podobnie jest z naszym cierpieniem, łatwiej jest je znieść ze względu na kogoś, kogo się kocha.
Jan Chryzostom – Mt 10. 37
Kto miłuje ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto miłuje syna albo córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien
Widzisz, jak myśli Mistrz? Czy widzisz, jak przedstawia się jako równy ojcu syn i wzywa nas, byśmy porzucili to co ziemskie i wszystko podporządkowali Jego miłości? A co ma na myśli mówiąc o przyjaciołach i krewnych? Gdybyś jedynie własną duszę przedkładał nad miłość do Mnie, byłbyś daleki od bycia moim uczniem. Ale czy to nie jest sprzeczne ze Starym Testamentem? Nie jest, wręcz przeciwnie. W Księdze Powtórzonego Prawa czytamy: „O ojcu i matce mówił – nie widziałem ich; swoich braci nie chciał znać a synów się wyparł, bo strzegł Twojego słowa i zachował przymierze”. Jednak w listach Pawła mamy wiele nakazów odnoszących się do rodziców, z których jasno wynika, że należy być im posłusznym; ale to też nie stoi w sprzeczności z tym fragmentem Ewangelii. Ponieważ apostoł nakazuje nam posłuszeństwo wobec rodziców tylko w sprawach, które są w zgodzie z bojaźnią Bożą. Oprócz tego, świętym obowiązkiem jest zawsze okazywanie rodzicom szacunku. Kiedy jednak wymagają czegoś, co nie jest zgodne z nauką Chrystusa, nie wolno być im posłusznym. Ewangelista Łukasz idzie jeszcze dalej: „Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści ojca swego i matki, i żony, i dzieci, i braci, i sióstr, a nawet życia swego, nie może być moim uczniem”. Tymi słowami Pan nie nakazuje nienawidzić najbliższych, byłoby to całkowicie sprzeczne z nauką samego Chrystusa, który nakazuje miłować nawet prześladowców. Słowa te odnoszą się do sytuacji, kiedy ktoś pragnąłby być bardziej kochanym niż Bóg, to taką osobę mamy nienawidzić, ale tylko w tym względzie, nie ogólnie. Inaczej będzie to zgubne zarówno dla kochanego jak i kochającego.
Tymi słowami Jezus chce dodać dzieciom odwagi oraz zmiękczyć serca ojców, gdyby chcieli stać się dla dzieci przeszkodą na drodze do Chrystusa. Dlatego też Jezus wyraźnie mówi, że posiada moc i autorytet, by oddzielić dzieci od rodziców (Mt 10. 35). Daje tym samym do zrozumienia, że wymaganie od dzieci czegoś niedozwolonego, jest przedsięwzięciem z góry skazanym na niepowodzenie.