Czytania

Dz 6. 8 – 10, 7. 54 – 60 ;     Mt 10. 17 – 22

   Kazania

Robert Bellarmin – 12 homilii

Fulgencjusz z Ruspe – Wybrane kazania





Robert Bellarmin – Dz 7. 55

Oto widzę niebo otwarte i Syna Człowieczego stojącego po prawicy Boga

        Niektórzy z was, umiłowani chrześcijanie, pewnie zastanawiają się, dlaczego Kościół przerywa radość tych świątecznych dni, w których celebrujemy objawienie się w ciele naszego Zbawiciela, upamiętnieniem pierwszej męczeńskiej śmierci wyznawcy Chrystusa. Dlaczego chce, aby uczucia radości i cierpienia tak blisko się spotykały i wzajemnie na siebie naciskały w uniesionym sercu chrześcijanina? Skoro każdy śmiertelnik tworzy w swoim umyśle przepaść pomiędzy dniem urodzin a dniem śmierci, więc dlaczego wspominanie tych dwóch wydarzeń jest splecione na tym samym świątecznym wieńcu? Wczoraj w naszych kościołach rozbrzmiewały niebiańskie słowa pocieszenia anioła: „Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz Pan”. Dzisiaj w tych samych kościołach słyszymy słowa, które napełniają nas wielką powagą i smutkiem. Wielu mogłoby się wydawać, że jest to raczej zbiegiem okoliczności, że w tych dniach spotykają się uroczystości o tak przeciwstawnym znaczeniu. Dlatego spróbuję dzisiaj, drodzy chrześcijanie, przybliżyć wam powody, dla których mamy taką zbieżność tych świąt, bo nie jest to kolejność przypadkowa. Nie wątpię, że pogląd i intencja Kościoła, które omówię, będą dla was bardzo budujące.

Rozpocznę od przytoczenia krótkiego opowiadania z Drugiej Księgi Królewskiej rozdziału szóstego, gdzie czytamy: Uczniowie proroków poszli kiedyś nad rzekę Jordan, aby ścinać drzewa na mieszkanie. Zabrali ze sobą Elizeusza. Kiedy ścinali drzewa, jednemu z nich żelazna część siekiery wpadła do wody. Zawołał wtedy: Ach panie, była pożyczona. Wtedy mąż Boży zapytał: gdzie upadła? Po wskazaniu miejsca Elizeusz odciął kawał drewna, wrzucił do wody, a w tej samej chwili żelazo wypłynęło i powiedział: weź je. Ten wyciągnął rękę i chwycił je (2 Krl 6).

Dla naszych celów rozpatrzymy tylko wątek, że żelazo wynurzyło się z wody, kiedy tylko prorok zanurzył drewno w wodzie. Korzystając z tej biblijnej opowieści, w sposób bardzo obrazowy przedstawimy największą z prawd Zbawienia. To żelazo symbolizuje nas, najdrożsi chrześcijanie. Jesteśmy niejako żelazem, które wpadło w otchłań. Dopóki żelazo było w ręku tzn., dopóki wola człowieka była zgodna z wolą Boga, nie sprzeciwiała się jej i pozwalała sobą kierować, spełniało ono swój cel, czyli ludzkość była w stanie doskonałości. Po pierwszym grzechu, żelazo odpadło, wtedy ludzkość spadła w przepaść, była ona w upadku i coraz bardziej oddalała się od Boga. Prorok, który bez pomocy innych, wrzuca drewno do Jordanu, oznacza Wszechmogącego, który zsyła Swojego jednorodzonego Syna do ludzi. Wypływające żelazo to podniesienie się upadłej ludzkości, której grzeszna natura sprawia, że z własnych sił nie mogłaby się podnieść, tak jak ze swojej natury żelazo nie może unosić się na wodzie.

W tych świątecznych dniach Kościół pragnie utwierdzić w naszych sercach te wielkie prawdy zbawienia. Wczoraj obchodziliśmy tajemnicę odkupienia w przyjściu Jednorodzonego, we wcieleniu Wiecznego. Dzisiaj obchodzimy tę samą tajemnicę we wstąpieniu pierwszego męczennika z głębin doczesnego życia na wyżyny wiecznego królestwa. Wczoraj świętowaliśmy narodziny Odkupiciela dla życia ziemskiego, dzisiaj obchodzimy narodziny św. Szczepana dla wieczności; gdyż dzień śmierci każdego prawdziwego wyznawcy Chrystusa jest jego dniem narodzin w życiu wiecznym. Po to Syn Boży stał się człowiekiem, aby ludzie mogli stać się dziećmi Bożymi. Dlatego św. Szczepan woła: „Widzę niebo otwarte”, które wraz z pierwszym grzechem zostało niejako zamknięte, „i Syna Człowieczego stojącego po prawicy Boga”. Z jakim utęsknieniem pobożne dusze musiały wyczekiwać na przyjście ich odkupienia. „Spuście rosę niebiosa z góry, a obłoki niech spuszczą z deszczem, Sprawiedliwego, niech się otworzy ziemia i zrodzi Zbawiciela” (Iz 45. 8). Tymi świętymi słowami proroka Kościół przypomina w czasie adwentu o tęsknocie dusz oddanych Bogu, przed pojawieniem się Odkupiciela.

Kościół dzisiejszym świętem wskazuje na jeszcze inny aspekt. Mianowicie, życiem i śmiercią świetego Szczepana pokazuje nam owoc, który może wyrosnąć jedynie na chrześcijańskiej ziemi. Tym owocem jest miłowanie nieprzyjaciół. Wydaje się, że Kościół chce rozpocząć swoją naukę od tego co najtrudniejsze, ale robi to właśnie wtedy, kiedy nasze serca są w radości z narodzenia Zbawiciela, zatem zdolne do wyższych i większych czynów. Ten zamiar Kościoła widzimy w modlitwie dnia (tzw. kolekta, po Gloria): „Wszechmogący Boże, obchodzimy narodziny dla nieba świętego Szczepana, pierwszego męczennika, który się modlił nawet za swoich prześladowców, daj nam naśladować Jego przykład i naucz nas miłować nieprzyjaciół. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg przez wszystkie wieki wieków”.

O postawie św. Szczepanie wobec swoich wrogów, którzy go kamienowali, wspomina Ewangelista Łukasz w Dziejach Apostolskich słowami: „padłszy na kolana zawołał donośnym głosem: Panie, nie policz im tego grzechu”. Z tymi słowami umarł. Tak oto, umiłowani chrześcijanie, w takiej godnej podziwu sile i wielkiej cnocie, jakiej przed Chrystusem ludzkość nawet nie przypuszczała, zrodziło się chrześcijaństwo, w pierwszych wyznawcach i męczennikach.

To, co było największymi cnotami i najsłodszymi owocami odrodzonej przez Chrystusa ludzkości, w naszych czasach wielu zwiedzionych ludzi próbuje je teraz przedstawić jako przesadę, niezrozumienie a nawet nonsens. Tym sposobem dążą do tego, aby zmarniało w nas prawdziwie chrześcijańskie życie. Jeśli chcemy być chrześcijanami, musimy chcieć być nimi w pełni. Nie wystarczy, że chrześcijaństwo nas ucywilizowało i że nie pożeramy się wzajemnie. Musimy dążyć do chrześcijańskiej doskonałości, aby z dnia na dzień być bliżej tego celu. Przecież nie wierzymy, że drobniejsze zaniedbania są dla nas mniej niebezpieczne, i że nie są one w stanie nas oddalać od celu. Zatem, drodzy chrześcijanie, nie pozostaje nam nic innego, jak na poważnie spojrzeć na siebie, by zobaczyć, co jeszcze możemy zrobić dla naszej chrześcijańskiej doskonałości. Musimy się podporządkować temu, co prowadzi nas do wielkiego celu, niezależnie od tego, czy nam to odpowiada czy nie, bo ten świat i tak przeminie. Zbawiciel mówi wyraźnie: „Ktokolwiek zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejsze i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w Królestwie Niebieskim. A kto je wypełnia i ich uczy, będzie wielki w Królestwie Niebieskim” (Mt 5. 19).

Fulgencjusz z Ruspe

        Wczoraj świętowaliśmy doczesne narodziny naszego wiecznego Króla, dziś świętujemy chwalebną Mękę i śmierć Jego wojownika. Wczoraj nasz Król odziany we wspaniałą szatę człowieczeństwa, wyszedł z królewskiej sali dziewiczego łona i raczył nawiedzić świat; dziś Jego wojownik wyszedł z namiotu swego ciała i wszedł triumfalnie do nieba. Pierwszy, nie rezygnując z majestatu wiecznej boskości, wyszedł na pole bitwy tego świata w stroju swego ludzkiego sługi; drugi zrzucił szatę swego ciała i wszedł na niebiański dwór. Pierwszy zstąpił z Nieba wśród radości aniołów; drugi wstępował do Nieba wśród kamieni rzucanych przez Żydów. Wczoraj święci aniołowie w radosnym uniesieniu śpiewali „Chwała Bogu na wysokościach”; dzisiaj aniołowie z radością powitali Szczepana w swojej wspólnocie. Wczoraj Jezus został owinięty w pieluszki, a dziś Jezus ubiera Szczepana w szatę nieśmiertelności. Wczoraj mała stajenka przyjęła Boga, dzisiaj szerokie niebiosa otwarły się dla Szczepana.

Miłość, jaka sprowadziła Chrystusa z nieba na ziemię, wyniosła Szczepana z ziemi do nieba. O wszędzie godna podziwu moc Zbawiciela. Tak jak czystość matki Pana nie została naruszona, tak miłość Szczepana do Chrystusa nie została pokonana. Dzięki tej miłości nie uciekł przed rozwścieczonymi Żydami. Z miłości upominał i karcił błądzących, aby się nawrócili; z miłości modlił się za kamieniujących go, aby nie zostali ukarani. W mocy miłości pokonał okrutną złość Saula (Szawła), swego ziemskiego prześladowcę i zdobył go na swojego towarzysza w niebie.

Dodaj komentarz