Czytania
Iz 55. 10 – 11; Rz 8. 18 – 23
Mt 13. 1 – 23
Kazania
Jan Chryzostom – Komentarz do Ewangelii św. Mateusza
Jan Chryzostom –
Oto siewca wyszedł siać. Kiedy siał, jedne ziarna …
Tymi słowami Pan pokazuje, że swoje słowa kieruje do wszystkich. Bo jak siewca z przypowieści rozsiewa swoje ziarna wszędzie, nie zważając na jaki grunt padają, tak i Jezus, nie czyni rozróżnienia między bogatymi a biednymi, wykształconymi czy nie, obojętnymi a gorliwymi, mężnymi czy tchórzliwymi. Do wszystkich przemawiał tak samo, choć wiedział, że nie z takim samym skutkiem. Można by zatem zapytać, jaki ma sens sianie pośród cierni, na skałach czy drodze? Bo gdyby rzeczywiście chodziło jedynie o ziarno, nie miałoby to oczywiście sensu, ale skoro jest mowa o słowie, o duszach i ich nauczaniu, to takie postępowanie zasługuje na wielką pochwałę. Gdyby rolnik rozrzucał wszędzie swoje ziarno, można by mu zarzucić marnotrawstwo; bo przecież skała nie zamieni się w urodzajną ziemię, droga nie przestanie być uczęszczana, a ciernie, jeśli się ich nie usunie, pozostaną cierniami. W sferze duchowej jednak tak nie jest. Tam skała może zostać przemieniona w urodzajną glebę, droga może stać się żyzną ziemią uprawną, a ciernie można usunąć, by ziarna mogły wydać plon. Gdyby nie było to możliwe, Pan również by nie siał swojego słowa. Jeśli jednak taka przemiana nie nastąpi, to wina nie leży po stronie siejącego, ale tych, którzy nie chcą się przemienić.
Aby bezowocność nauki Chrystusa nie dotknęła nas, przykryjmy ziarna Słowa żyzną ziemią chęci ich przyjęcia oraz ciągłego przywoływania ich w pamięci. Bo nawet jeśli diabeł chce je nam ukraść, to w naszej mocy leży to, czy mu na to pozwolimy czy nie. Bo jeśli ziarno uschnie, to jak czytamy, dzieje się tak nie na skutek upału, tylko dlatego, że nie miało korzenia („Gdy słońce się podniosło i spiekota je dosięgła, uschły z braku korzenia”). A jeśli słowa zostają zagłuszone, to nie ciernie są temu winne, ale ci, którzy pozwalają cierniom rosnąć. Jeśli tylko zechcesz, możesz powstrzymać ich wzrost i właściwie korzystać z danych ci dóbr. Dlatego Pan nie mówi „świat”, ale „starania o sprawy doczesne”; nie mówi „bogactwo”, ale „ułuda bogactwa”. Nie usprawiedliwiajmy się zatem tym, co dzieje się na świecie, lecz patrzmy tylko na nasze własne postępowanie. Można przecież być bogatym i nie dać się zwieść pokusom, jakie za sobą niesie bogactwo; można żyć w świecie pełnym trosk, ale nie można dać się im przytłoczyć. Pamiętajmy też, że bogactwo niesie ze sobą dwa choć przeciwstawne, to negatywne skutki. Jedna dręczy i czyni ponurym – powodują to troską o majątek, chciwość i skąpstwo; druga zaś zniewieścia życiem w przepychu. Dlatego Pan mówi o „ułudzie bogactwa”. Bo w bogactwie wszystko jest złudzeniem. Bogactwo to tylko nazwa, nie ma obiektywnej, prawdziwej wartości; wszystkie cenne przedmioty, drogie kamienie czy sława, mają wartość urojoną, powstałą jedynie w ludzkiej wyobraźni; ich wartość jest tylko miarą ich pożądania.
Rozważmy teraz ziarna, które padają na ziemię urodzajną. Mimo tego, że wszystkie ziarna są takie same, to „jedne wydają plon stukrotny, inne sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny”. Różnica ta tkwi w naturze gleby, której jakość decyduje o obfitości plonu; jest nią nasze nastawienie, gotowość do przyjmowania Słowa Bożego i nasza gorliwość. Ale w tym przejawia się też wielka miłość Chrystusa; mianowicie w tym, że nie wymaga od wszystkich rozwinięcia cnót do najwyższego stopnia, co dla większości jest też niemożliwe. Pan przyjmuje najlepszych, ale nie odrzuca tych drugich i znajduje miejsce dla trzecich. Mówi to także po to, aby ci, którzy za Nim podążają, nie sądzili, że samo słuchanie Jego słów wystarczy do zbawienia. Kiedy jest mowa o drodze i gruncie skalistym to rozumiejmy, że nie wystarczy wyrzec się miłości do pieniędzy, ale trzeba praktykować także inne cnoty. Bo jaki będziemy mieć pożytek z tego, że nie posiadając bogactwa będziemy zarazem ludźmi zniewieściałymi, chwiejnymi i słabymi? A na co człowiekowi mężnemu zda się jego wytrwałość i odwaga, jeśli nie potraktuje poważnie Słowa Bożego? Zatem wypełnianie tylko części nauczania nie wystarczy do zbawienia. Najpierw musimy się uważnie wsłuchiwać, a później stale przywoływać sobie w pamięci usłyszane słowa. Dalej potrzebne jest męstwo, by móc walczyć z różnymi pokusami. Ale początkiem zawsze jest słuchanie, bo jak zauważył święty Paweł, „Jak mogą uwierzyć w Tego, o którym nie słyszeli? Jak mogą usłyszeć, jeśliby nikt Go nie głosił?” (Rz 10. 14). Dlatego i my, aby wiedzieć jak postępować, musimy uważnie słuchać tego, co mówi do nas Jezus. Skoro już usłyszeliśmy, zapuśćmy głęboko korzenie i uwolnijmy się od nadmiernego przywiązania do rzeczy ziemskich. Spalmy ciernie, które tłumią w nas Słowo Boże. Nie dziwmy się, że Chrystus złe pragnienia przyrównuje do cierni. Ranią one z każdej strony, gdziekolwiek się dotknie. Złe żądze ranią i wyczerpują duszę, bogate życie i przepych postarzają ciało, otępiają umysł i powodują choroby. Z tego też powodu zachowujmy we wszystkim właściwą miarę, byśmy mogli nie tylko cieszyć się zdrowiem fizycznym, ale także uwolnić nasze dusze od wszelkich chorób. Byśmy przez to mogli stać się uczestnikami przyszłych dóbr, dzięki łasce i miłości naszego Pana, Jezusa Chrystusa, któremu chwała i moc na wieki wieków. Amen.
Bo kto przyjmuje, temu jeszcze dadzą, i w nadmiarze mieć będzie; a kto nie przyjmuje, temu zabiorą nawet to, co sądzi, że ma
Słowa te wydają się być tajemnicze i niejasne, świadczą jednak o niewypowiedzianej sprawiedliwości. Ich znaczenie jest następujące: jeśli ktoś jest chętny i gorliwy, Bóg ze swojej strony da mu wszystko, co zależy od Niego; w przeciwnym razie, człowiek ani nie robi tego, co powinien, ani Bóg nie da mu tego, co od Boga zależy. Słowa „zabiorą nawet to, co sądzi, że ma” nie oznaczają, że Bóg coś zabiera, tylko to, że tacy ludzie nie są godni Jego darów. Sami postępujemy podobnie: kiedy widzimy, że ktoś słucha nas tylko od niechcenia i odmawia nam swojej uwagi, po prostu milczymy. Gdybyśmy upierali się dalej przemawiać, jego ignorancja jeszcze by się pogłębiała. Jeśli jednak ktoś jest chętny do nauki, przyciągamy go do siebie i nauczymy go więcej niż chciał. Stąd też stwierdzenie „sądzi, że ma”, odnosi się do tych, którzy wprawdzie słuchają słów Bożych, ale nie mają zamiaru ich do siebie przyjąć.