Czytania
Dz 10. 34, 37 – 43; Kol 3. 1 – 4;
J 20. 1 – 9
Kazania
Maria z Agredy – Mistyczne Miasto Boże
Grzegorz Wielki – Homilie do Ewangelii
Maria z Agredy
Na oczach wszystkich świętych dopiero co wyprowadzonych z otchłani, wszystkie relikwie, za pośrednictwem aniołów, powróciły do najświętszego ciała Jezusa, tak że odzyskał On swoją naturalną doskonałość. W tej samej chwili dusza Pana zjednoczyła się ponownie z Jego ciałem obdarzając je tym samym nieśmiertelnością i chwałą. Zamiast płótna i olejków, ciało Chrystusa zostało teraz odziane w cztery dary chwały, to są: jasność, niezdolność do cierpienia, zwinność (pozwala na błyskawiczne przemieszczanie się) oraz subtelność (pozwala np. przechodzić przez ściany). Dary te przeszły z duszy naszego najłaskawszego Zbawiciela na Jego ciało zjednoczone z Jego boskością. Oczywiście, dary te Jezus otrzymał już w momencie poczęcia jako naturalne dziedzictwo swojej najświętszej dyszy, gdyż Jego nieskalane człowieczeństwo zawsze było zjednoczone z Jego boskością; jednak ze względu na dzieło odkupienia Jezus musiał je niejako zawiesić. W Zmartwychwstaniu zostały one Chrystusowi przywrócone i to w stopniu odpowiadającym chwale Jego duszy i Jego boskości. Ponieważ chwała duszy Zbawiciela wykracza poza zdolność ludzi do jej objęcia rozumem i opisania, tak nie sposób opisać chwały zmartwychwstałego ciała Jezusa. Bo w porównaniu do Jego czystości to nawet kryształ jest ciemny. Mieszkające w Nim i promieniujące z Niego światło przewyższa jasność innych uwielbionych ciał tak samo jak dzień przewyższa w jasności noc; bardziej nawet niż tysiąc słońc przewyższa w jasności jedną gwiazdę na niebie. Gdyby zjednoczyć piękno wszystkich stworzeń w jednej istocie, to w porównaniu do piękna ciała zmartwychwstałego Chrystusa wydałoby się ono niemal brzydkie. W całym stworzeniu nie znajdziemy sposobu, aby za pomocą porównań zilustrować Jego wspaniałość.
Doskonałość tych darów przy Zmartwychwstaniu ukazała się w o wiele większej chwale w porównaniu do tej, jaką miały podczas Przemienienia Pańskiego czy innych wydarzeń, kiedy objawiał swoją chwałę. Wtedy bowiem przyjmował je tylko na pewien czas i w stopniu odpowiednim do osiągnięcia zamierzonego celu, od teraz posiada je w pełni. Dzięki niemożności odczuwania cierpienia, Jego najświętsze ciało było ponad wszelkim wpływem jakiejkolwiek stworzonej mocy; żadna moc nie jest w stanie Jego ciała zmienić ani uszkodzić. Subtelnością swego ciała oczyszcza i przenika ziemską materię niczym duch, którego nic nie może zatrzymać. Tak też wyszedł z grobu nie odsuwając kamienia (podobnie wyszedł z łona Maryi dziewicy), później tak samo wszedł do wieczernika. Zwinność (ruchliwość) pozbawiła ciało wszelkiej ciężkości i bezwładności, dzięki czemu mógł przemieszczać się z miejsca na miejsce łatwiej niż bezcieleśni aniołowie. Święte rany, które wcześniej oszpecały Jego najświętsze ciało, teraz ukazały się na dłoniach, stopach i boku tak pięknie promieniujące, że różnorodność tego blasku jeszcze uwydatniała wspaniałość i piękno Jego ciała. W takiej chwale nasz Zbawiciel wyszedł z grobu. A w obecności świętych i patriarchów obiecał całemu rodzajowi ludzkiemu powszechne zmartwychwstanie jako skutek Jego własnego zmartwychwstania, i to w taki sposób, że każda osoba zmartwychwstanie w tym samym ciele jakie do niej należało, a wszyscy sprawiedliwi zostaną w nim uwielbieni. Na dowód tego nakazał duszom wielu tam obecnych świętych zjednoczyć się z ich ziemskimi ciałami, co niezwłocznie uczyniły i w ten sposób wskrzesiły je do wiecznego życia. „Groby się otworzyły i wiele ciał świętych, którzy umarli, powstało. I wyszedłszy z grobów po Jego zmartwychwstaniu, weszli do Miasta Świętego i ukazali się wielu” (Mt 27. 52 – 53). Wśród wskrzeszonych byli św. Anna, św. Józef, św. Joachim, patriarchowie i inni, którzy szczególnie wykazali się wiarą i nadzieją na zmartwychwstanie, pragnęli i tęsknili za zmartwychwstaniem, o co szczególnie i żarliwie prosili Boga.
Jak potężny i cudowny, jak zwycięski i mocny okazał się „Lew Judy”, Syn Dawida. Żaden człowiek nie wybudził się tak szybko ze snu jak Chrystus wybudza ze śmierci. Na Jego słowo wyschnięte i rozproszone części ciała, już obumarłe i w proch obrócone szczątki natychmiast się jednoczą i odnawiają; w ten sposób przywracają swoje dawne istnienie, i to udoskonalone darami przemienienia, które wypływają z życiodajnej duszy. W jednej chwili wspomniani święci stanęli przed swoim Wskrzesicielem, jaśniejsi niż słońce, czyści, piękni i przejrzyści; zwinni by mogli wszędzie za Nim podążać. W ten sposób, przez swoje szczęście dają nam pewność nadziei, że i my ujrzymy naszego Odkupiciela we własnym ciele, własnymi oczami, nie innymi, jak zapowiadał Hiob: „Wybawca mój żyje, na ziemi wystąpi jako ostatni. Potem me szczątki skórą odzieje i ciałem, i ciałem swym Boga zobaczę. To właśnie ja Go zobaczę, moje oczy ujrzą, nie kto inny” (Hi 19. 25 – 27).
Grzegorz Wielki
Czytanie z dzisiejszej Ewangelii, które właśnie usłyszeliście, jest bardzo jasne pod względem przekazu zewnętrznego, historycznego. Ale musimy także rozważyć krótko tajemnice, które zawarte są w tym fragmencie.
Gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena przyszła do grobu
Zgodnie z przekazem historycznym, podana jest tu godzina, ale według rozumienia mistycznego ukazana jest nam przenikliwość poszukującego. Maria szukała mianowicie Stwórcy wszystkich rzeczy, którego wcześniej widziała martwego w grobie; a że Go tam teraz nie znalazła, była przekonana, że został zabrany. Było jeszcze ciemno, kiedy przybyła do grobu. Pobiegła szybko i powiedziała uczniom o tym, co zobaczyła. Teraz do grobu przybyli ci, którzy najbardziej miłowali Jezusa, Piotr i Jan.
Biegli obaj razem, ale Jan wyprzedził Piotra i pierwszy przybył do grobu
Ale ten nie odważył się wejść do środka. Później przyszedł Piotr i wszedł do wnętrza grobu. Co oznacza ten bieg? Czy mamy sądzić, że ten dokładny opis ewangelisty nie zawiera jakichś tajemnic? Bynajmniej. Jan nie opowiadałby przecież, że pobiegł szybciej, ale zawahał się wejść do grobu, gdyby nie uważał, że w tym zachowaniu ukryty jest pewien przekaz. Tutaj Jan jest symbolem synagogi, a Piotr Kościoła. Nie może też dziwić, że młodszy symbolizuje synagogę, a starszy odnosi się do Kościoła, bo choć synagoga jest starsza w odniesieniu do czasu oddawania czci Bogu, to jednak Kościół pogan jest starszy pod względem obecności na ziemi, bo jak mówi św. Paweł „Nie było wpierw tego co duchowe, lecz to, co ziemskie; duchowe było potem” (1 Kor 15. 46).
Synagoga przybyła pierwsza do grobu, ale tam nie weszła, bo mimo otrzymania przykazań Prawa, proroctw o Wcieleniu i Męce Pańskiej, nie chciała uwierzyć w zmarłego Boga. Jan ujrzał leżące płótna, ale nie wszedł do środka, tak jak synagoga, która znała tajemnice Pisma Świętego, nie odważyła się uwierzyć w mękę i śmierć Pana. Nie potrafiła uwierzyć, że Bóg może stać się śmiertelnym w ciele. Potem nadszedł Szymon Piotr i wszedł do grobu, ponieważ późniejszy Kościół pogan uznał pośrednika między Bogiem a ludźmi, człowieka Jezusa Chrystusa zmarłego w ciele i uwierzył w Niego jako żywego Boga.
Zobaczył leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, nie razem z płótnami, ale osobno zwiniętą w jednym miejscu.
Jaki jest tego powód? Nic innego niż to, na co wskazuje apostoł Paweł, mianowicie: „głową Chrystusa jest Bóg” (1 Kor 11. 3). To znaczy, że niepojęte tajemnice Jego boskości są oddzielone od ograniczonych możliwości naszego rozumu, a Jego moc przewyższa naturę stworzenia. Należy również zauważyć, iż napisano, że chusta nie tylko leżała osobno, ale była także zwinięta. W przypadku zwiniętej lnianej chusty nie widać ani jej początku ani końca. Dlatego znaleziono chustę złożoną, ponieważ wzniosła boskość nie ma ani początku, ani końca, nie powstaje na początku i nie jest ograniczona końcem. Słusznie dodano w jednym miejscu, ponieważ nie ma Boga w podzielonych sercach. Bóg jest w jedności, a ci, którzy swoją postawą nie tworzą podziałów, zasługują na Jego łaskę. Chusty używa się także do ocierania potu, zatem może ona wyrażać trud Boga, który co prawda nie podlega żadnym prawom natury i sam w sobie jest niezmienny, ale przez proroków wskazuje wielokrotnie na trud spowodowany ludzką przewrotnością, grzechami. Pamiętajmy, że Bóg jednak pojawił się w ciele i zmagał się z ludzkimi słabościami. Kiedy niewierzący ujrzeli Jego bolesną mękę, odmówili oddania Mu czci. Bo widząc Go w śmiertelnym ciele nie chcieli uznać Go za nieśmiertelnego Boga.
A czy my nie jesteśmy członkami naszej głowy, to znaczy Boga? Poprzez lniane płótno rozumiemy więzy trudu i cierpienia, które krępują wszystkich wybranych, czyli Jego członki. Chusta zaś leżała osobno, bo symbolizuje cierpienia naszego Zbawiciela, a te bardzo różnią się od naszych. On bowiem cierpiał niewinnie, podczas gdy my nie jesteśmy bez winy. On poddał się śmierci dobrowolnie, do której my zmierzamy wbrew naszej woli.