Czytania

Ez 33. 9, 7 – 8;    Rz 13. 8 – 10  

Mt 18. 15 – 20   

   Teksty źródłowe

Jan Chryzostom – Komentarz do listu św. Pawła do Rzymian

Tomasz z Akwinu – Catena aurea

 

Jan Chryzostom – Rz 13. 8 – 10

Nikomu nie bądźcie niczego winni, z wyjątkiem wzajemnej miłości

        Apostoł odwołuje się do miłości, matki wszystkich cnót, nauczycielki tego wszystkiego, o czym do tej pory mówił, twórczyni wszelkiej cnoty. Mówi o niej, że jest także obowiązkiem, ale nie w takim sensie jak np. obowiązek płacenia podatków; ma na myśli obowiązek trwały. Chce, aby był on postrzegany jako coś, czego nigdy nie da się w pełni spłacić; więcej, pragnie, aby obowiązek ten był stale wypełniany i nigdy nie mógł się zakończyć, ciągle pozostawał obowiązkiem. Jest to dług, który wprawdzie zawsze trzeba spłacać, ale mimo to zawsze pozostaje zobowiązaniem.

Kto miłuje bliźniego już wypełnił Prawo

        Nie sądźcie, że jest to tylko kwestia dobrej woli; nie, miłość jest obowiązkiem. Jesteś winien miłość swojemu bratu ze względu na duchowe pokrewieństwo, ale także dlatego, że jesteśmy członkami jedni drugich („Jesteście nawzajem dla siebie członkami” – Ef 4. 25). Kiedy miłość nas opuści, wszystko się rozpada. Dlatego miłujcie swoich bliźnich, bo skoro z tej miłości czerpiecie tak wielką korzyść, jaką jest wypełnienie całego Prawa, to jesteś mu dłużni miłość; bo przez niego możesz uzyskać tak wielką nagrodę.

Albowiem przykazanie: Nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie składaj fałszywego świadectwa i każde inne, osiąga swój szczyt w słowach: Miłuj bliźniego swego jak siebie samego

        Apostoł nie mówi: „wypełniają się”, ale: „osiągają szczyt”. Znaczy to, że każde przykazane dzieło zawiera w sobie co do istoty właśnie to – miłość do bliźniego. Albowiem początkiem i końcem każdej cnoty jest miłość; ona stanowi ich korzeń, fundament i szczyt. Jeśli zatem jest ona początkiem i dopełnieniem, co może się z nią równać?

        Ale Bóg nie żąda od nas po prostu miłości, lecz miłości w najwyższym stopniu. Nie mówi jedynie: „miłuj swego bliźniego”, ale dodaje: „jak siebie samego”. W tym duchu także Chrystus mówi, że na tej miłości opierają się Prawo i Prorocy (Mt 22. 40). Rozróżnia On dwa rodzaje miłości. Przyjrzyjmy się, w jakiej kolejności są one wymieniane. Mówi: „Pierwsze i największe przykazanie to: „Będziesz miłował Pana, Boga swego”. Następnie od razu dodaje drugie, podkreślając, że jest równe pierwszemu: „A drugie podobne temu: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego”. Cóż może równać się z miłością do nas, ludzi, z tą boską łagodnością? Chociaż różnica między nami a Nim jest niezmierzona, stawia On miłość do Niego niemal na równi z miłością do nas samych, a nawet mówi, że ta druga jest równa pierwszej; dla obu wyznacza niemal tę samą miarę. O miłości do Niego mówi: „Z całego serca i całą duszą”; a w odniesienie do bliźniego: „jak siebie samego”. Paweł zaś mówi, że bez tego ostatniego także pierwsze nie ma większego znaczenia.

Miłość nie wyrządza bliźniemu zła. Przeto miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa.

        Widzisz, jak miłość obejmuje w sobie wszystkie cnoty, zarówno unikanie zła jak i czynienie dobra? Miłość nie tylko w zwięzły sposób wprowadza nas w naukę o obowiązkach, ale także ułatwia nam ich wypełnianie. Nie ma na celu jedynie tego, byśmy byli świadomi naszych powinności – to zadanie Prawa, ale zapewnia nam również pomoc w ich spełnianiu; nie jest jedynie częścią przykazań, lecz sprawia, że wszystkie cnoty, w całym swoim zakresie, w pełni się w nas urzeczywistniają. Miłujmy się zatem wzajemnie, by w ten sposób udowodnić, że kochamy Boga, który nas kocha. Pośród ludzi, człowiek sprzeciwiłby się, gdyby ktoś kochał tę samą osobę, którą on kocha. U Boga jest inaczej. On chętnie pozwala uczestniczyć w swojej miłości do wszystkich ludzi. Co więcej, nie lubi, kiedy nie dzielisz jej z Nim.

Tomasz z Akwinu – Mt 18. 15

Jeśli twój brat zgrzeszy względem ciebie, idź i upomnij go sam na sam. Jeśli cię posłucha, pozyskałeś swojego brata.

        Pan nakazuje nam, abyśmy nie pozostawiali wzajemnych grzechów bez napomnienia, mając na uwadze raczej na to, co można naprawić, niż to, co należałoby potępić. Musimy bowiem upominać z miłości, nie z chęci odwetu. Zauważmy, że Pan nakazuje, aby to nie winowajca, lecz poszkodowany poszedł do drugiego, w celu pojednania się z bratem. Ten, kto wyrządził krzywdę, przez wstyd, może nie odważyć się na zrobienie pierwszego kroku, dlatego Pan nakazuje uczynić to drugiej stronie w celu naprawienia tego, co zaszło. Dlatego nie mówi też: oskarż go, żądaj przebaczenia, domagaj się zadośćuczynienia, lecz „upomnij go”, tzn. przypomnij mu jego winy, powiedz o tym co wycierpiałeś. Pamietajmy, że upomnienie to ma na celu przede wszystkim poprawę winowajcy. Istotne jest, że prawo do upomnienia jak i wybaczenia ma tylko ten, kto został pokrzywdzony; nie mamy prawa wybaczać za kogoś, tym bardziej komuś, kto obraża Boga (odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom). Zwróćmy też uwagę na to, jak Pan podkreśla, aby upomnienie odbywało się wyłącznie w cztery oczy, w tajemnicy. Chce w ten sposób zapobiec temu, by upomnienie w obecności większej liczby osób nie stało się zbyt ostre; w ten sposób grzesznik łatwo mógłby poczuć się urażony, a przez to stać się nieskłonnym do poprawy. Pamiętajmy też, że rezygnując z odwetu i zapominając doznane krzywdy ze względu na własne zbawienie, jest dla nas chwalebne, ale musimy mieć też na uwadze zbawienie bliźniego i ranę, jaką sobie zadał swoim grzechem. Ważne jest, aby w upominaniu zachować pewną ostrożność, aby nie zawstydzić i upokorzyć drugiego, a w ten sposób doprowadzić do jego zatwardziałości i trwania w grzechu. Gdy ktoś zgrzeszył przeciwko tobie, i tylko ty wiesz o jego grzechu, to gdybyś chciał go upominać przed wszystkimi, nie byłbyś upominającym, ale zdrajcą, który ujawnia grzechy innych. Gdybyśmy jednak zostali znieważeni przed wieloma ludźmi, wtedy mamy prawo napomnieć przed wszystkimi. Co zostało popełnione w tajemnicy, napominamy najpierw w tajemnicy; co zostało popełnione publicznie, należy napiętnować publicznie. Dlaczego napominamy bliźniego? Dlatego, że boli nas to, że zgrzeszył właśnie przeciwko nam? Jeśli tak czynimy, to tylko z miłości do siebie; wtedy nie czynimy, jak powinniśmy. Jeśli upominasz z miłości do bliźniego, ze względu na jego zbawienie, wtedy postępujesz właściwie, co wynika z drugiego zdania tego wersetu. Jak rozumieć słowa „Jeśli cię posłucha? Jeśli sam przyzna, że popełnił błąd. A dalej? Pan nie mówi: „otrzymasz należne zadośćuczynienie”, lecz „pozyskałeś swojego brata”. Uczy, że wrogość przynosi obu stronom szkodę. Dlatego też nie mówi: „odzyskałeś siebie, odzyskałeś co straciłeś”, lecz „pozyskałeś brata”. Z tych słów wynika, że tym, który bardziej zyskuje jest ten, który upomina i wybacza. Jeśli przyczyniamy się do zbawienia bliźniego, to przynosi to korzyści również nam. Kiedy jednak nasz bliźni nie zamierza nas wysłuchać należy wspomóc swoje staranie jedną lub dwoma osobami. Podobnie czyni lekarz; kiedy widzi, że choroba nie ustępuje, stopniowo podaje silniejsze lekarstwa i poszerza zakres leczenia.