Czytania
Iz 55. 6 – 9; Flp 1. 20 – 24, 27
Mt 20. 1 – 16
Teksty źródłowe
Grzegorz Wielki – Homilie do Ewangelii
Ludwig de Ponte – Medytacje do roku liturgicznego
Grzegorz Wielki – Homilia 19
To czytanie wymaga wielu wyjaśnień i o ile potrafię, postaram się je po krótce omówić. Królestwo Niebieskie zostało porównane do gospodarza, który zatrudnia robotników do uprawy swojej winnicy. Do kogo może się ta przypowieść odnosić bardziej niż do naszego Stwórcy, który kieruje swoim stworzeniem i posiada na tym świecie swoich wybranych, tak jak pan w swoim domu ma swoich poddanych. Jako winnicę posiada on Kościół powszechny – od sprawiedliwego Abla aż do ostatniego wybranego, jaki narodzi się na ziemi na końcu czasu. Winnica ta wydała tyle winorośli, ile Kościół posiada świętych. Aby uprawiać swoją winnicę, gospodarz zatrudnia wczesnym rankiem pierwszych robotników, później kolejnych, aż do późnej godziny jedenastej. Symbolicznie ukazuje nam to, że Pan, od początku świata aż do jego końca, nie przestaje powoływać i posyłać swoich głosicieli do nauczania ludu wierzącego. Poranek tego świata trwał od Adama do Noego; trzecia godzina – od Noego do Abrahama; szósta – od Abrahama do Mojżesza; dziewiąta – od Mojżesza do przyjścia Pana na ziemię; jedenasta – od przyjścia Pana do końca świata. Najpierw zostali posłani patriarchowie, później nauczyciele Prawa oraz prorocy. W jedenastej godzinie do pracy zostali powołani apostołowie, którzy otrzymują pełną zapłatę, chociaż przychodzą tylko na końcowe prace. Wszyscy oni trudzili się przy uprawie winnicy Pańskiej, dla właściwego wzrostu swego ludu. Także każdy żyjący w prawej wierze, dobrze postępujący w swoim życiu, jest robotnikiem tej winnicy. Można by zatem powiedzieć, że starożytny lud hebrajski to robotnicy, którzy rozpoczęli swoją pracę wczesnym rankiem, a także w trzeciej, szóstej i dziewiątej godzinie. Od początku świata czcili oni Boga w prawdziwej wierze; nie przestawali niejako pracować w winnicy Pana. Jednak o godzinie jedenastej powołani zostali poganie, do których powiedziano: „Czemu tu stoicie bezczynnie cały dzień?”. Bo choć upłynęło już tyle czasu od stworzenia świata, poganie jeszcze nie zaczęli pracować na swoje życie wieczne, stali niejako bezczynnie. Posłuchajmy teraz ich odpowiedzi: „Bo nikt nas nie najął”; mówią tak, bo żaden patriarcha ani żaden prorok do nich nie przybył. Jak więc inaczej rozumieć te słowa jak „nikt nam nie objawił drogi życia”? A co na swoje usprawiedliwienie będziemy mieć my, jeśli zaniechamy czynienia dobra, którzy jesteśmy w wierze i Kościele niemal od łona matki, którzy od kołyski słyszymy Słowo Życia?
Poszczególne godziny możemy także rozpatrywać jako różny wiek człowieka, od dzieciństwa do starości. Przyjrzyjmy się zatem swemu życiu i rozważymy, czy już jesteśmy pracownikami winnicy Pańskiej. Są nimi ci, którzy pracują dla Pana, nie dla własnego zysku, którzy sumiennie służą Mu z miłością i gorliwością, którzy pragną zdobywać dusze dla Niego i prowadzić innych na drogę życia. Ale także ci, którzy większość życia stali bezczynnie, zawsze mogą zacząć pracować dla boskiego gospodarza. Przyjdźcie, kiedy nawet nie pozostało wam wiele pracy, wejdźcie na drogę zbawienia, Pan powołuje także takich. Co więcej, wynagradza ich przed pozostałymi. Czy nie tak było z dobrym łotrem? Czy nie otrzymał swojego denara przed prorokami a nawet przed św. Piotrem? Zauważmy też, że Pan tylko z pierwszymi umawia się na denara, z kolejnymi na należną im zapłatę, a ostatnim niczego nie obiecuje. Ostatecznie wszyscy otrzymali taką sama zapłatę.
Mamy w Kościele wielu takich, co stoją bezczynnie, chodzą własnymi drogami, ale nie wolno nam ich naśladować ani też w nich wątpić. Widzimy tylko, kto kim jest dzisiaj, ale nie wiemy kto kim będzie jutro. Często ktoś, kogo widzieliśmy za plecami, wyprzedził nas w gorliwości w czynieniu dobrych uczynków; jutro ledwo nadążymy za kimś, kogo dzisiaj sami prowadzimy. Kiedy św. Szczepan był kamienowany za wiarę, św. Paweł pilnował szat kamienujących. W ten sposób sam kamienował rękoma wszystkich pozostałych. A jednak w Kościele świętym, dzięki swoim wysiłkom, przewyższył tego, którego swoimi prześladowaniami uczynił świętym męczennikiem. Należy tu jeszcze rozważyć dwie rzeczy. Skoro wielu jest powołanych a niewielu wybranych, to po pierwsze: nikt nie może zuchwale czegokolwiek dla siebie oczekiwać, bo jeśli nawet ktoś został powołany do wiary, to nie wie, czy jest godnym Królestwa Niebieskiego. Po drugie, nikt nie powinien ważyć się tracić nadziei co do bliźniego, którego może widzi pogrążonego w grzechu, ale nikt nie zna bogactwa Bożego miłosierdzia.
Ludwig de Ponte
1. Tym ewangelicznym gospodarzem jest sam Bóg. Rządzenie światem nie sprawia Mu większego trudu niż ojcowska troska o rodzinę. Kościół jest Jego winnicą, a do jej uprawy posługuje się w głównej mierze tymi, którzy swoje życie poświęcili na służbę Bogu. Ale oprócz tych oficjalnych pracowników, każdemu z nas została powierzona uprawa części tej winnicy. Tą częścią jest nasza dusza. Dlatego powinniśmy pracować na tym kawałku ziemi z największą starannością. Wszystkie co złe i szkodliwe musimy usuwać. Kiedy Pan przyjdzie na zbiory będzie chciał ujrzeć najszlachetniejsze winogrona; powinniśmy mieć Mu do pokazania doskonałe uczynki. A jak długo, tak szczerze, pracuję na tym swoim kawałku winnicy? Od kiedy świętość i doskonałość są moim głównym celem i dążeniem w codziennym życiu? Nie jest winą Boga, jeśli od najmłodszych lat nie miałem narzędzi do budowania świętości. On wyszedł o świcie, jest obecny od początku mojego życia czuwając nade mną. W różnych okresach mojego życia przypominał mi o tym wielkim zadaniu. Obiecał mi nagrodę, ale też upominał moje zaniedbania i obojętność.
Gdybym tylko posłuchał rad tego dobrego gospodarza, już dawno osiągnąłbym coś na drodze ku świętości. W żadnym razie nie zmarnowałbym mojego bezczynnego czasu; nie odkładałbym miłości do Boga na później. Z całego serca żałuję, że byłem głuchy na głos mojego sumienia. Jakbym chciał przez te minione, bezczynne lata podążać za Chrystusem. Jakże wspaniale byłoby móc powiedzieć, że nie zmarnowałem bezsensownie podarowanego mi czasu. Gdybym tylko mógł znaleźć się w gronie robotników, którzy pracują od wschodu słońca aż do pojawienia się gwiazd. Teraz chcę przynajmniej w przyszłości należeć do tych, których Pan nie wzywa do swojej winnicy na próżno. Kiedy już tam jestem, nie wzbraniam się przed żadnym wysiłkiem, bo wiem, że nadejdzie godzina, kiedy już nic nie będę mógł zrobić.
2. Wieczorem Pan winnicy wezwał wszystkich robotników i wynagrodził ich jednym denarem, zaczynając od ostatnich. Te scena symbolizuje Sąd Ostateczny. Pokazuje też, że żadna wykonana praca, nawet jeśli tylko ktoś pracował krótko, nie pozostanie bez zapłaty. Może wydawać się to dziwne, że ci, którzy przyszli ostatni dostają taka samą nagrodę ja ci, którzy pracowali od wschodu słońca. Ale Bóg patrzy na dobrą wolę i gorliwość, nie na czas naszej służby. Nie mają znaczenia lata, jakie upłynęły od naszego chrztu, ale gorliwość i powaga, z jaką dążymy do świętości. Dlatego zdarza się, że ludzie, którzy zmarli bardzo młodo, są doskonalsi od tych, którzy opuszczają świat z siwymi włosami. Boże, gdyby Twoi święci mogli jeszcze doświadczyć cierpienia, chętnie by to uczynili dla osiągnięcia wyższego stopnia świętości. Ale w wieczności jest to niemożliwe, każdemu skończy się podarowany ziemski czas.
Ale ja ten czas jeszcze mam. Mogę jeszcze wykorzystać wszystkie łaski, jakie codziennie otrzymuję. Boże, przyjdź z pomocą w moich słabościach, wzmocnij moją odwagę, rozpal moją duszę żarliwą miłością, pomóż mi przekształcić pozostały mi czas na życie w świętości.
Wiem, że na Sądzie Ostatecznym czekają mnie tylko dwie możliwości, znam je. Nie potrafię więc zrozumieć, dlaczego tu, na ziemi, wciąż tracę czas i nie traktuję tego sądu poważnie, a który nieuchronnie mnie czeka. Panie, Boże, proszę, pomóż mi.