Czytania

Syr 27. 30 – 28. 7;    Rz 14. 7 – 9  

Mt 18. 21 – 35   

   Teksty źródłowe

Jan Chryzostom – Komentarz do listu św. Pawła do Rzymian

Hildegarda z Bingen – Liber Vitae Meritorum

 

Jan Chryzostom

Nikt z nas nie żyje tylko dla siebie i nikt dla siebie nie umiera

Jeśli żyjemy, żyjemy dla Pana; jeśli umieramy, dla Pana umieramy

        Jak człowiek, który żyje według Prawa, może żyć Chrystusem? Apostoł nie tylko stwierdza, że jest to możliwe, ale także powstrzymuje tych, którzy pochopnie chcieliby sprowadzić tak myślących na właściwą drogę. Radzi cierpliwość, wskazując, że Bóg nie może ich całkowicie opuścić, i że we właściwym czasie sam sprowadzi ich na właściwą drogę. Nawiasem mówiąc, co znaczą słowa „Nikt z nas nie żyje dla siebie”? – Nie jesteśmy wolni, mamy Pana, który chce, abyśmy żyli i nie chce, abyśmy umierali; a jedno jak i drugie leży Mu bardziej na sercu niż nam samym. Bardziej niż my sami ceni nasze życie, bo traktuje je jako własną wygraną; naszą śmierć postrzega jako własną stratę. Dlatego kiedy umieramy, nie umieramy dla samych siebie, ale umieramy także dla Pana. Należy zaznaczyć, że tutaj Apostoł rozumie śmierć w sensie wiary. W zasadzie wystarczyłoby, gdyby powiedział, że Bóg się o nas troszczy, że żyjemy i umieramy dla Niego. To mu jednak nie wystarcza, dlatego dodaje jeszcze

Czy żyjemy, czy umieramy, należymy do Pana

        Teraz św. Paweł przechodzi od śmierci duchowej do śmierci ciała. By jego słowa nie wydawały się zbyt surowe, przytacza obraz – największy – by ukazać troskę o nas. Co pisze?

Albowiem Chrystus umarł i zmartwychwstał, aby powrócić do życia, aby być Panem zarówno umarłych jak i żywych

        Również to powinno cię przekonać, że Bóg troszczy się o nasze zbawienie i nasze doskonalenie. Gdyby bowiem nie troszczył się o nas, jaki sens miałaby męka i śmierć Chrystusa, przyczyna naszego zbawienia? On, któremu tak zależało, byśmy stali się Jego własnością, że poniósł dla nas śmierć na krzyżu, miałby teraz przestać troszczyć się o nas, kiedy już staliśmy się Jego własnością? Nie, to niemożliwe. Wtedy nie zapłaciłby takiej ceny. Słowa „Albowiem po to Chrystus umarł” należy rozumieć tak, jakby ktoś powiedział, że ten to nie może porzucić swojego niewolnika; cały czas myśli jedynie o własnej korzyści (a dla Chrystusa my nią jesteśmy). Nikt nie pragnie pieniędzy tak bardzo, jak On pragnie naszego zbawienia. A nie zapłacił za nie pieniędzmi, lecz własną krwią. Dlatego nie pozwala odejść tym, którzy kosztowali Go tak wiele. Zwróć uwagę, jak Apostoł podkreśla, że obszar władzy Boga jest niewypowiedzianie rozległy. Słowami „Chrystus umarł i zmartwychwstał, aby powrócić do życia, aby być Panem zarówno umarłych jak i żywych” ukazuje moc, której nie można przewyższyć, moc, jakiej nie można pokonać. Czy słowa te nie wyrażają troski, jaka obejmuje wszystko, skoro troszczy się On nawet o zmarłych? W takim razie tym bardziej troszczy się o żyjących. Niczego nie oszczędził, niczego nie zaniedbał, by nabyć prawo do panowania nad nami; a wszystko tylko po to, by móc się nami opiekować i doprowadzić nas do swojego Królestwa.

Hildegarda z Bingen

        Zatwardziałość

Czwarta postać przypominała gęsty dym przybierający kształt człowieka, choć nie miała ludzkich członków, z wyjątkiem wielkich, czarnych oczu. Nie poruszała się ani w górę, ani w dół, ani się nie obracała, lecz tkwiła nieruchomo we wspomnianej ciemności.

        Postać przypominająca gęsty dym przybierała ludzki kształt, ponieważ w zatwardziałości nie ma żadnej delikatności, ma za to pewną sztywność i podstępną złość, a są one na miarę człowieka. Nie ma bowiem zła poniżej człowieka ani ponad niego; wszelkie zło człowiek potrafi osiągnąć swoimi uczynkami. Nie ma też zła małego ani wielkiego, które człowieka złośliwego by nie cieszyło. To, że postać nie posiada członków, za wyjątkiem czarnych oczu oznacza, że grzech ten tak bardzo zatwardza serca ludzi, że nie chcą oni już rozpoznać ani uznać obecności Boga w innym człowieku; żyją bez miłosierdzia i życzliwości. W wielkości swego oszczerstwa i mroku zapomnienia o Bogu, rozglądają się wokół szukając kogo mogliby zranić jadem zazdrości. Nie porusza się …, gdyż zatwardziałość nie zmierza w górę, by dla Boga roztopić swoją niegodziwość; nie pochyla się ku dołowi, by ze względu na ludzi złagodzić swoją surowość. Nie zwraca się też ku innym stworzeniom, by ze względu na nie odstąpić od własnego zepsucia. Tkwi nieruchomo w ciemności, gdyż pozostaje związana przekleństwem swego losu. Pragnie jedynie poniżenia drugiego człowieka.

        Bóg jednak umieścił człowieka na ziemi jak najcenniejszy klejnot, aby całe stworzenie mogło się rozpoznać w jego blasku. Człowiek bowiem góruje nad resztą stworzenia. Dlatego niedopuszczalne jest, aby zatwardziałość uważała człowieka za nic i była wobec niego niewzruszona, Zatwardziałość jest w istocie najgorsza ze wszelkiego zła. Nikogo nie oszczędza, nikomu nie okazuje litości. Przeciwnie, gardzi ludźmi, odsuwa się od ich potrzeb, nie dzieli z nim radości, nie służy radą, we wszystkim jest bezwzględna, wszystkimi pogardza.

        Słowa zatwardziałości:

Niczego nie stworzyłam, o niczym nie decyduję. Dlaczego miałabym się wysilać i trudzić dla kogokolwiek? Tego nie uczynię. Co więcej, nie troszczę się o nikogo, chyba, że ktoś w takim samym stopniu troszczy się również o mnie. Bóg, który wszystko stworzył, sam o wszystkim zdecyduje i o wszystko zadba. Gdybym choć tylko słowem, z uprzejmości, pytała innych o zdrowie, albo czy wszystko u nich w porządku, jaką przyniosłoby mi to korzyść? Dla nikogo nic nie uczynię, zarówno złego, jak i dobrego. Gdybym miała być stale pełna współczucia, tak że nie mogłabym sobie pozwolić na chwilę spokoju, czym bym wtedy była? Albo jakie życie bym prowadziła, gdybym odpowiadała na każdy radosny czy zasmucony głos? Znam siebie i każdy powinien znać samego siebie i umieć o siebie zadbać.

        Odpowiedź miłosierdzia

Co mówisz skamieniała? Zioła przez swoje kwiaty dzielą się swoim zapachem z innymi ziołami, a kamienie dzielą się swoją wilgotnością z innymi kamieniami, a każde stworzenie kieruje się z otwartymi ramionami do innych ze sobą spokrewnionych. Wszystkie stworzenia służą również człowiekowi, a w tej służbie dobrowolnie obdarzają go tym, co mają najlepsze. Ty jednak nie jesteś godna, aby nawet przybrać postać człowieka, gdyż w tobie widać jedynie okrutne spojrzenie, pozbawione jakiegokolwiek współczucia. Jesteś gorzkim dymem w czerni zła.

        Ja zaś jestem w powietrzu i rosie, jestem słodkim ziołem z całą zieloną witalnością, moje wnętrze jest skierowane do każdego, pełne gotowości do udzielenia pomocy. Byłam obecna w „Niech się stanie”, z którego wyszły wszystkie stworzenia, jakie służą człowiekowi. Ty zostałaś z tego dzieła wykluczona. Moimi oczami widzę wszystkie potrzeby i jestem z nimi związana. Uzdrawiam wszystko, co złamane; jestem olejkiem namaszczającym na każdy ból, a moje słowa są prawdziwe i słuszne. Ty zaś jesteś dymem gorzkim i żrącym.

        Gniew

Szósta postać miała twarz człowieka, za wyjątkiem ust, które miały kształt szczęki skorpiona, a białka oczu były bardziej wyraziste niż źrenice. Ramiona także były podobne do ramion człowieka, ale jej dłonie były zwinięte w długie szpony. Pierś, brzuch i plecy miała jak u raka a nogi jak nogi konika polnego. Była unieruchomiona w stojącym kole młyńskim. Dłońmi trzymała się górnych szprych tego koła, a stała na dolnych. Nie miała włosów na głowie, całe jej ciało było nagie i ziała ogniem jak pochodniami.

        Ma twarz człowieka, ponieważ gniew rodzi się w człowieku, powstaje przy poznaniu zła; z wyjątkiem ust, które są jak paszcza skorpiona, ponieważ gniew jest jak morderstwo popełnione z zaciśniętymi zębami, jak ukłucie śmiertelnej trucizny. Białka oczu wyróżniają się bardziej niż źrenice, bo gniew w swoim zamierzeniu woli wywołać szalejącą zarazę, niż w spokoju zaprowadzać sprawiedliwość. W ten sposób człowiek nie zważa ani na siebie, ani na innych; obala sprawiedliwość, jakby był ślepy, i wyzwala burze swojego szaleństwa. Ramiona podobne do ramion człowieka, ponieważ panowanie gniewu łączy się z mocą człowieka pozbawionego bojaźni Bożej i świadomego czynionego przez siebie zła. Tak samo czyni diabeł, kiedy w swojej niegodziwości, zwodzi samego siebie, sądząc, że dokona tego, czego nie jest w stanie urzeczywistnić. Człowiek swoje grzeszne zamierzenia realizuje w myślach, rozważaniu i uczynkach; wtedy stają się one widoczne. Wprawdzie w przyrodzie stworzenia nierozumne ranią się nawzajem; czasem ze strachu, że sami zostaną zranieni, czasem z głodu. Ale tylko człowiek, w złości swego gniewu, potrafi rozdzierać zarówno tych, którzy go kochają jak i tych, którzy go nienawidzą; nawet odpłaca złem tym, którzy są wobec niego dobrzy. Dłonie były zwinięte w długie szpony oznaczają, że wszystkie dzieła gniewu są żądne rabunku, przez co swoim obłędem niszczy także dzieła innych. Pierś, brzuch i plecy miała jak u raka, ponieważ człowiek pogrążony w gniewie, w pancerzu swojej wiedzy i swoich wyobrażeń, nie zważa na czas pokoju, ani na prawo, ani na przykazania, przeciwnie – takie myśli dodatkowo rozpraszają jego stabilność. Z powodu rosnącego w nim gniewu i rozdrażnienia nie karmi się już pokarmem duchowym; nie uzbraja się w Boże prawa, lecz odrzuca wszystko, co sprawiedliwe i słuszne, także wszystko, co by mogło prowadzić do złagodzenia przyczyn tego stanu. Czyni to na ścieżkach złych zmienności, którymi kroczy z powrotem ku diabłu, tak jak rak, który porusza się do tyłu. Nogi jak nogi konika polnego, bo gniew swoimi nogami objawia próżną żądzę sławy, a w swym chodzie – zazdrość. W pożądliwości próżnej ambicji i sławy, swoją pychą przeskakuje wszelką sprawiedliwość, a w zazdrości rozszarpie wszystko, co zdoła uchwycić. To, że tkwi w nieruchomym kole oznacza, że gniew nie podąża właściwą drogą, lecz ciągle wraca do własnej woli, bo nie potrafi kierować się niczym innym jak tylko własnym sercem. Gniew zuchwale dokonuje swoich dzieł w uwielbieniu wolności własnej woli, jednocześnie kierując swoje kroki ku temu, co w tej wolności gorsze, ponieważ nie dąży do sprawiedliwości lecz do niesprawiedliwości. Dlatego też postać ta dłońmi trzyma się górnych szprych tego koła, a stoi na dolnych. Nie ma włosów na głowie, bo gniew pozbawia ducha człowieka wszelkiej chwały, dobrej sławy a także zbawienia; do tego stopnia, że człowiek w gniewie przestaje zważać na to, co jest dobre i sprawiedliwe. Cała jest naga, ponieważ gniew nie przyodziewa się w szaty upomnienia, lecz w swojej wściekłości ujawnia czasami nawet to, co jest dla niego samego poniżające. Dlatego też postać ta zieje ogniem jak pochodniami, gdyż człowiek rozpalony gniewem wyrzuca z siebie słowa pełne mściwości. Słowa takie świadczą, że w grzechu tym zapomina on nawet o Bogu.

        Słowa gniewu

Rozdepczę i zrównam z ziemią wszystkich, którzy wyrządzili mi krzywdę. Dlaczego miałbym znosić niesprawiedliwość? Niech nikt nie czyni mi tego, czego sam nie chciałby z mojej doświadczyć. Kiedy ktoś chce mnie zranić, odpowiadam mieczem i uderzam kijami we wszystko wokół siebie.

        Odpowiedź cierpliwości

Rozbrzmiałam w wysokościach, dotknęłam ziemi i wyrosłam z niej niczym balsam. Ty jednak jesteś podstępny, pijesz krew i zawsze jesteś sztormem północnym. Ja jestem przyjemnym powietrzem dla całej zielonej witalności, która rodzi kwiaty i owoce wszelkich cnót, umacniam je w duchu człowieka. W ten sposób doprowadzam do końca wszystko, co zaczynam i wytrwam w tym. Nikogo nie podepczę, lecz we wszystkim zachowuje spokój. Nikt mnie nie osądzi. Jeśli zbudujesz swoją wieżę, zniszczę ją jednym słowem i rozproszę cały zgromadzony łup. W ten sposób zginiesz. Ja pozostanę na wieki.