Czytania

Iz 2. 1 – 5;     Rz 13. 11 – 14;    Mt 24. 37 – 44

   Kazania

Robert Bellarmin – 12 homilii

Jan Chryzostom – Komentarz do listu do Rzymian

Tomasz z Akwinu – Catena aurea

Robert Bellarmin – Rz 13. 11

        „Nadszedł czas, abyśmy się obudzili ze snu, bowiem jesteśmy teraz bliżej zbawienia niż wtedy, gdy staliśmy się wierzącymi”

Wezwanie apostoła Pawła skierowane do chrześcijańskiej wspólnoty w Rzymie, aby obudziła się ze snu, nie mogłoby mieć dla nas bardziej odpowiedniego czasu, najdrożsi chrześcijanie niż właśnie w dzisiejszą niedzielę, która rozpoczyna nowy rok liturgiczny. Każdy okres ziemskiego życia dla człowieka rozsądnego jest ważny i należy o tym pamiętać także dzisiaj, ponieważ monotonna rutyna, która staje się nawykiem, może uśpić każdego. Dlatego też wyższa moc z mądrością zarządziła nieustanną zmianę zarówno dla życia wyższego jak i niższego tak, by wszystko co żywe mogło być tętniącym życiem. Energia potrzebna do wytrwania w dobrym chrześcijańskim życiu może osłabnąć poprzez spokojny przebieg dłuższego okresu czasu albo zasypia ona na skutek przyzwyczajeń i nawyków. Wtedy zostanie ona na nowo rozbudzona i wzmocniona przez coroczne wezwanie:

Nadeszła godzina przebudzenia ze snu.

        Spróbujmy teraz zrozumieć te słowa apostoła w kontekście jego przemówienia do chrześcijan w Rzymie. Jeśli zechcemy rozważyć, co bezpośrednio wcześniej apostoł żarliwie wpajał swoim umiłowanym uczniom Chrystusa, nie będzie nam trudno odgadnąć, co św. Paweł chciał tutaj wyrazić mówiąc o śnie. I rzeczywiście, czyż sen ciała nie jest wiernym odbiciem snu duszy? Czymże jest sen fizyczny, jeśli nie krótką śmiercią, która hamuje wszelką aktywność żyjącego, przerywa wszelkie działanie zmysłów i czyni je niezdolnymi do jakiejkolwiek wrażliwości na działania zewnętrzne? A czym jest sen duszy, jeśli nie tym samym, do śmierci podobnym odrętwieniem, stłumieniem wyższych zmysłów człowieka, tym samym brakiem zdolności do odczuwania działania łaski płynącej z góry? Wyższe zmysły człowieka to wiara jako główny zmysł aktywności pozwalający dostrzegać to co wyższe i nadprzyrodzone, następnie miłość jako zmysł wrażliwości na działanie łaski i ukierunkowania naszych działań. Dzięki aktywności zmysłów postrzegamy i rozpoznajemy jako głęboko uzasadnione to, co robimy, czego zaniechamy, co kochamy, czego nienawidzimy, na co mamy nadzieję i czego musimy się obawiać. Dzięki tym zmysłom pozwalamy na pokierowanie tym co robimy. Wówczas robimy to co powinniśmy robić i nie robimy tego, czego nie powinniśmy. Decydują one o tym co kochamy a czego nienawidzimy, bo wtedy kochamy to, co powinniśmy kochać i nienawidzimy tego, czego powinniśmy nienawidzić, mamy nadzieję na to na co powinniśmy a obawiamy się tego, czego powinniśmy się obawiać. Kiedy tak czynimy, umiłowanie chrześcijanie, jesteśmy w stanie czuwania, wtedy jesteśmy wybudzeni ze śmiercionośnego snu duszy, wtedy nasz duch żyje w Bogu.

        Kto zatem znajduje się w tym chwalebnym stanie czuwania? Zapewne tylko pobożny, prawdziwy chrześcijanin, którego wyższe zmysły działania i otwartości, czyli wiary i miłości, nie są śmiertelnie stłumione przez bezbożne odrętwienie, lecz są wolne i aktywne. Prawdziwy chrześcijanin, który stoi mocno w wierze z głęboką powagą podchodzi do każdej wyższej relacji w życiu, którego serce jest rozpalone przez boską miłość, aby dla świętych spraw Bożych sam mógł rozgrzać każdego, kto się do niego zbliża. Taki człowiek czuwa. Z drugiej strony niewierzący, który nie jest otwarty na Boga i prawdę, śpi – jak poganin, który jeszcze nie miał szczęścia zostać poprowadzonym do lepszego poznania. Co prawda niewierzący czasem uważa, że jest szczególnie przebudzony, ponieważ – oddalając się od prawdy – celowo tępi w sobie zmysł postrzegania tego, co wyższe, jakby człowiek sam był wszystkim we wszystkim. Wtedy taki nieszczęśnik popada w smutny stan pośredni między snem a jawą, w stan rozmarzenia. Biada! Taki człowiek ma oczy a nie widzi, uszy a nie słyszy (Mk 8. 18)!

        Ale nie zajmujmy się dalej poganami i niewierzącymi. Apostoł nie zwracał się do pogan, lecz do wierzących chrześcijan w Rzymie, gdy mówił: „Nadszedł czas, aby powstać ze snu”. Czy zatem również wierzący chrześcijanie potrzebują przebudzenia i czuwania? Ach, gdyby tylko mniej potrzebowali wybudzania ze snu. Nawet pasterze śpią pośród stada – biada, jeśli wilk przyjdzie i rozszarpie ich owce. Dalej, śpią szczęśliwi, którzy z obiecanym dziedzictwem starej wiary, zdobywają również doczesne bogactwa i chcą zjednoczyć Chrystusa z Belialem (2 Kor 6. 15). Nie, Jego królestwo nie jest z tego świata, dlaczego oddajecie serce próżności? Dalej, niezliczone rzesze śpią na poduszce zwodniczych rządz, biada, tych już nie można wybudzić. Ich Bogiem jest brzuch (Flp 3. 19), którzy jako zapłatę zostaną przez niego pochłonięci. Nie w hulankach i pijaństwie, nie w rozpuście i rozwiązłości, nie w kłótniach i zazdrości, woła Apostoł (Rz 13. 13). Śpią i śnią liczni, którzy chętnie biorą pozory za rzeczywistość, którzy marnują dni na bezużyteczne wysiłki, nie zaznając jeszcze tego, co w życiu najwspanialsze, szukając na zewnątrz, nigdy nie zaglądają w głąb siebie. Gdy każdego dnia zbliżają się do własnego grobu, zachowują się tak, jakby mieli żyć dłużej niż sam Matuzalem. Pokazują się w książęcym przepychu, gromadzą bogactwa, ich życie wypełnione jest przyjemnościami i chcą być uważani za najszczęśliwszych, ale w sercu żałośni, są dziećmi nędzy i podłości. Obyśmy umieli czerpać mądrość z przeszłości dla przyszłości, stać się mądrymi dzięki doświadczeniu, którego mamy w takiej obfitości. Tak wiele stuleci, które przeminęły, które ze sobą zabrały tak wielu ludzi, porwanych przez próżne światowe rządze, o czym nam przypominają? A jeśli spośród tych wielu, wielu ziemskich bytów nie uchwyciło w życiu wyższych relacji, jak powinni robić to chrześcijanie, a o wiele bardziej zmarnowali dany im cenny czas na próżne, doczesne sprawy, co zyskali? Nic, poza tym, że mówi się o nich: Przespali i prześnili cenny czas siewu, co teraz tam zbiorą?

        A co to za godzina, o której powinniśmy wybudzić się ze snu i wstać? Jest to poranek, ponieważ kto śpi, ten śpi w nocy, a kto jest pijany, ten jest pijany w nocy (1 Tes 5. 7). A jaka jest godzina, w której mamy się wybudzić ze snu naszych dusz? To czas łaski, który już dawno nastał dla całej ludzkości i od którego początku nazywamy się chrześcijanami. Dlatego jako chrześcijanie powinniśmy cenić każdą daną nam chwilę. Smutna ciemność spowijała ziemię przed przyjściem Zbawiciela a w gęstym mroku wzdychały narody (Iz 60. 2). Nawet naród wybrany marniał pod ciemnym niebem, na którym jednak ukazywały się i świeciły pojedyncze gwiazdy w postaci proroków. Prawo żydowskie było jedynie cieniem światła, które w pełni rozbłysło się w Zbawicielu (Hbr 10. 1). A kiedy wielkie światło łaski zaczęło rozjaśniać gęstą ciemność, apostoł słusznie zauważył: „Noc przemija a jasny dzień nadchodzi” (Rz 13. 12). Dlatego dla nas chrześcijan świt przebudzenia już dawno nastał. Tak, niech ten świt prowadzi nas wraz z jego coraz mocniejszym światłem, aż do pełnego blasku południa, kiedy to światło łaski świeci nad nami najwyżej, oświetlając i przemieniając nas swoim najpełniejszym blaskiem. Nie może to w pełnej doskonałości nastąpić tutaj na ziemi, ponieważ nas, słabe stworzenia, całkowity blask światła przytłoczyłby i dlatego dana jest nam wiara a nie umiejętność doskonałego widzenia („według wiary a nie dzięki widzeniu postępujemy” – 2 Kor 5.7). Tym bardziej jednak możemy oczekiwać jasnego południa po drugiej stronie, poza czasem i przestrzenią, w krainie światła już przemienionych, Bogu podobnych, świętych. Tak bowiem napisano w przysłowiach Salomona: „Ścieżka sprawiedliwych jak światło poranne, wschodzi i wzrasta aż do pełni dnia. Lecz droga grzeszników jest jak ciemność i nie wiedzą, gdzie upadną” (Prz 4.18). Gdyby tylko droga od świtu wstecz, do całkowitej północy nie pozostawała otwarta. Biada, że tak wielu nią podąża, bo bardziej miłują ciemność niż światło! Kto tym nieszczęśnikom z północy znowu pokaże drogę do światła, skoro wzgardzili podążaniem za boskim blaskiem? Czy spotka ich pomocna dłoń przyjaciela, który już jest po drugiej stronie? Nie, oni już mieli Mojżesza i proroków. Nie chcieli dać się im prowadzić, więc nie zważyliby też na głos przestrogi przyjaciela, nawet jakby powstał z martwych. Mimo to apostoł woła do nas wszystkich „Nadszedł czas, abyśmy się obudzili ze snu, bowiem jesteśmy teraz bliżej zbawienia niż wtedy, gdy staliśmy się wierzącymi”. Jak wielka otucha, umiłowani chrześcijanie, płynie z tych słów apostoła Pawła! Czy to możliwe, aby ci, którzy są teraz znacznie bliżej zbawienia niż wcześniej, mimo to coraz bardziej oddalali się od niego? Rozważmy najpierw słowa apostoła zgodnie z interpretacją świętych ojców i nauczycieli kościoła. Powszechna wykładnia ojców wyjaśnia ten fragment w ten sposób, że Zbawiciel, poprzez akt pojednania, jakim było ofiarowanie samego siebie, ponownie otworzył niebo dla ludzkości, które zostało niejako zamknięte na skutek pierwszego grzechu. Dlatego nawet dla dusz najbardziej pobożnych i sprawiedliwych zmarłych przed objawieniem się Odkupiciela, osiągnięcie pełnego stanu zbawienia nie było możliwe.

        Dzisiaj Kościół odnosi napomnienia apostoła przede wszystkim do zbliżającego się corocznego święta narodzin Zbawiciela. Chrystus narodził się na ziemi oczywiście tylko raz i nie narodzi się ponownie. Jednak cel Jego narodzin powinniśmy mieć zawsze przed oczami, w związku z tym jest nam to wydarzenie co roku przypominane, ma się w nas niejako odradzać. Tak więc Zbawiciel, w duchowy sposób, powinien rodzić się w naszych sercach co roku od nowa, a to zbawcze odrodzenie dokonuje się u wszystkich pobożnych i prawdziwych chrześcijan, którzy nie zapadli na rok w duchowy sen, lecz pozostawali w stanie czuwania, lub wstali na czas, za wezwaniem do przebudzenia. Nasz Zbawiciel nie jest bowiem Zbawicielem duchowo uśpionych i martwych, lecz Bogiem żywych. Kim byli ci szczęśliwcy, którzy jako pierwsi otrzymali nowinę o wydarzeniu najcenniejszym dla ludzkości, o cudownym narodzeniu Jezusa? Byli to ludzie ubodzy, pobożni pasterze, którzy wtedy czuwali. Ewangelista Łukasz mówi o nich: „trzymali straż nocną nad swoim stadem” (Łk 2. 8). Kim byli szczęśliwcy, którym cudowne światło zwiastowało przybycie Pana? Byli to pobożni uczeni, którzy mieli oczy i zmysły otwarte na rzeczy wyższe, inaczej samymi oczami niczego by nie dostrzegli. Jaka to dla nas, chrześcijan zachęta, aby czuwać i aby oczy naszego umysłu pozostawały ciągle otwarte, ponieważ wzniosły cel tajemniczego Wcielenia nie może być osiągnięty w stanie spania w grzechu, tylko poprzez świadome, prawdziwie chrześcijańskie życie! Co za zachęta, aby obudzić się ze snu teraz, kiedy również dla nas nadeszła godzina przebudzenia. Tak, to samo wezwanie wybrzmiewa równie mocno w naszych czasach, napominają nas znaki czasu, który jest też dla nas czasem łaski. Nasz Pan niej jest w naszych czasach mniej wielki w swoim miłosierdziu niż kiedykolwiek wcześniej. Przemawia do nas potężnymi słowami, poprzez liczne wydarzenia, które mają na celu wybudzić nas, kiedy ogarnia nas sen i pokazać nam Tego, którego przed wiekami aniołowie pokazali pasterzem a gwiazda mędrcom. Więcej, pod wieloma względami żyjemy w czasach bardziej obfitych w łaski niż było to wcześniej! Nie może nam umknąć, umiłowani chrześcijanie, powinniście to wiedzieć, że w naszych czasach mamy mniej przeszkód w znalezieniu Zbawiciela, a środków które do Niego prowadzą więcej niż wcześniej. Im świat jest starszy tym bogatszy w doświadczenia, a doświadczenie czyni nas mądrzejszymi. Praktycznie dzisiaj na świecie nie mają miejsca wydarzania, o jakich nie mielibyśmy już dostatecznego doświadczenia z przeszłości.

        Nieustannie zmieniający się bieg ziemskiego życia i dążeń nie jest w stanie nas zwieść. Bogate i różnorodne doświadczenia dają nam o wszystkim potrzebną wiedzę. A do czego wzywa nas ten potężny nauczyciel? Do tego samego co głosił apostoł Piotr: „Nie ma zbawienia w nikim innym, jak tylko w Jezusie Chrystusie, gdyż nie ma pod niebem żadnego innego imienia danego ludzkości, przez które moglibyśmy być zbawieni” (Dz 4. 12). I przyznajmy to przed sobą: nikt nie przeszkadza nam być dobrymi, oprócz nas samych. Moc odwiecznego wroga ludzkości została dawno złamana przez Zbawiciela, smok został pokonany. Drugim potężnym wrogiem ludzkości są zmysłowe popędy i pragnienia człowieka, które wystawiają go na pokusę (Jk 1. 14). Ten wielki wróg pomimo całej swej siły jest słaby wobec mocy prawdziwej wiary, słaby wobec bożej łaski, która jest nam udzielana w świętych sakramentach, słaby wobec wsparcia obiecanej nam łaski, bez której, rzecz jasna, nie możemy nawet mieć dobrych myśli ani niczego dobrego dokonać. Zaiste, zwycięstwo nad światem zostało nam dane przez Pana życia i śmierci, i jeśli tylko będziemy chcieli poważnie i szczerze walczyć, jak to wiele tysięcy już uczyniło, zwyciężyło wskazali nam drogę do życia swoją krwią, a swoimi odciskami stóp wyrównali ją, abyśmy nie tracili jej z oczu. Tak wielki jest Pan w swoim miłosierdziu, tak wielka jest łaska Pana, która i dzisiaj jest nam oferowana. Ale tak samo wielka jest karcąca sprawiedliwość, jeśli jesteśmy ludźmi zatwardziałymi, śpiącymi grzesznikami. Rózga gniewu Pana czuwa, kiedy my śpimy, ale śpi, kiedy my czuwamy.

Dlatego powstańcie ze snu, aby czas przebudzenia, czas łaski nie minął na próżno! Powstańcie, woła apostoł: „zrzućmy wszelki ciężar, mianowicie grzech, który się do nas przywiązał, z odwagą biegnijmy wyznaczoną nam drogą walki. Spójrzmy na Jezusa, który jest początkiem i końcem wiary, który zamiast doznawać należnej Mu radości, przecierpiał krzyż, nie zważając na hańbę i zasiadł po prawicy boskiego tronu. Spójrzcie na Niego, który ze strony grzeszników wycierpiał tak wielką wrogość wobec siebie, abyście nie ustawali i nie zniechęcali się” (Hebr 12. 1 − 3). Bo jeśli nie obudzimy się na czas i nie poświęcimy całych siebie dla sprawy zbawienia, jeśli nie staniemy się lepsi i nie będziemy ciałem i duszą gorliwie zabiegać o sprawy Boskie, to – pomyślcie o tym! – wtedy Pan może nam odebrać swoją łaskę, bo będziemy jej całkowicie niegodni. Wtedy oznaczałoby to: byliśmy chrześcijanami, ale już nie jesteśmy, wiara nas opuściła, aby poszukać sobie lepszego miejsca, światło Ewangelii zgasło dla nas, aby zaświecić gdzie indziej, zabrana została córce Syjonu cała ozdoba (Lm 1. 6). Dlatego apostoł nawołuje dalej: „wzmacniajcie osłabłe ręce i omdlałe kolana; i chodźcie prostym krokiem, aby chromy się nie poślizgnął, lecz o wiele bardziej się uzdrowił. Starajcie się o pokój ze wszystkimi i o świętość, bez której nikt Pana nie zobaczy, i uważajcie, aby nikt z własnej winy nie utracił łaski Bożej, aby nie wykiełkował i nie rozprzestrzenił się zatruty korzeń, od którego wielu mogłoby się zarazić!” (Hebr 12. 12 – 16). Bracia, nadeszła godzina, aby wybudzić się ze snu, bo tylko wtedy, kiedy naprawdę się przebudzimy, Wszechmogący uczyni nas tutaj ponownie szczęśliwymi, a tam wiecznie błogosławionymi, który jest wysławiany przez całą wieczność, Amen!

Jan Chryzostom Rz 13. 11 – 14

Teraz bowiem zbawienie jest bliżej nas niż wtedy, gdyśmy uwierzyli

        Widzisz, jak apostoł przedstawia swoim słuchaczom zmartwychwstanie jako coś bliskiego? Czas przemija, chce powiedzieć, że życie doczesne ucieka, wieczność się zbliża. Jeśli jesteś na nią przygotowany, jeśli robisz wszystko, do czego jesteś zobowiązany, to ten dzień będzie oznaczać dla ciebie zbawienie. W przeciwnym wypadku – nie. Jak dotąd apostoł w swoich napomnieniach nie mówi o cierpieniach, lecz odwołuje się do tego co pocieszające, aby odwrócić uwagę swoich słuchaczy od rzeczy doczesnych, a skierować ich myśli na sprawy duchowe i zbawienie. Należało się spodziewać, że na początku, w pierwszych dniach, póki miłość będzie w nich jeszcze żywa, będą bardzo gorliwi, ale z czasem ta gorliwość będzie stygnąć. Dlatego apostoł upomina, że powinno być zupełnie odwrotnie, że nie powinni słabnąć z upływem czasu, ale powinni wzrastać w żarliwości. Podobnie jest z przygotowaniami na przybycie króla, są one tym intensywniejsze im bliżej jego przybycia. Tak samo postępują zawodnicy. Im bardziej zbliżają się mety wyścigu i nagrody, tym bardziej angażują wszystkie siły jakimi dysponują. Dlatego św. Paweł mówi: „Teraz nasze zbawienie jest bliższe niż wtedy, gdy uwierzyliśmy”.

Noc się posunęła, a przybliżył się dzień

        Gdy kończy się pierwsze, nadchodzi drugie. Dlatego spełniajmy uczynki dnia, a nie nocy! Tak dzieje się w codziennym życiu. Kiedy widzimy, że noc przechodzi w świt, gdy słyszymy śpiew ptaków, wtedy budzimy się, potem resztę domowników, choć właściwie jest jeszcze noc. Kiedy jednak noc całkowicie minie mówimy do siebie, zachęcając się do pracy: Nastał dzień. Robimy wtedy wszystko, czego wymaga dzień: przecieramy oczy, wstajemy, myjemy się, ubieramy, aby dzień zastał nas gotowymi do pracy. Nie wychodzimy z łóżka i nie zaczynamy pracy, kiedy słońce jest już wysoko na niebie. To co czynimy na co dzień w sensie fizycznym, chciejmy robić w sensie duchowym. Chciejmy porzucić błędne wyobrażenia, rozwiać sny naszego życia, przerwać głęboki sen i ubrać się w szatę cnoty. To właśnie chce nam przekazać apostoł, gdy mówi: „Odrzućmy uczynki ciemności, a przyobleczmy się w zbroję światła” (Rz 13. 12). Dzień wzywa nas bowiem do walki. Ale nie trwóżcie się, gdy słyszycie o broni i bitwie. W przypadku fizycznej zbroi, jest ona ciężka a jej nakładanie uciążliwe, ale tutaj jest to przyjemne i pożądane; ponieważ mówimy o broni Światła. Ona sprawia, że wyglądacie jaśniej niż promienie słońca, emanuje ona blaskiem i zapewnia wam bezpieczeństwo; to w końcu broń. Sprawia, że lśnicie; to przecież broń Światła. Czy to znaczy, że już nie potrzeba walczyć? O tak, jest to konieczne, ale nie jest to ani trudne, ani męczące. Bo tak naprawdę nie jest to właściwie walka, lecz taniec i świętowanie. Taka jest natura tej broni, taka jest moc tego wodza. Ten, kto jest uzbrojony w tę broń, wychodzi jak promieniujący oblubieniec ze swojej komnaty, jest jednocześnie wojownikiem i panem młodym.

Lecz przyobleczcie się w naszego Pana Jezusa Chrystusa

        Apostoł nie mówi już o uczynkach, lecz zachęca swoich słuchaczy do czegoś więcej. Kiedy mówi o wadach, używa pojęcia czyny (uczynki ciemności). Kiedy jednak mówi o cnotach nie używa słowa uczynki, lecz posługuje się pojęciem broni, aby przez to wyrazić, że cnota zapewnia temu, kto ją posiada, całkowite bezpieczeństwo i ukazuje go w pełnym blasku. Nie poprzestaje na tym, lecz wzmacnia jeszcze swój przekaz, co wydaje się być nawet dziwne, bowiem czyni z naszego Pana i Króla płaszcz. Kto go ubrał, posiada cnoty w całym ich znaczeniu. Kiedy mówi: „przyobleczcie się”, nakazuje nam go narzucić, tak jak w innym miejscu mówi: „Jeśli Chrystus jest w was” (Rz 8. 10), a także: „aby Chrystus zamieszkał w naszych sercach (Ef 3. 17). Pragnie więc, aby nasza dusza stała się dla Niego domem, jak też, aby Pan otulał nas jak płaszczem, by stać się dla nas wszystkim wewnątrz i na zewnątrz. On jest przecież naszą doskonałością. – „pełnią Tego, który wszystko we wszystkim wypełnia” (Ef 1. 23), jest dla nas także drogą, mężem i oblubieńcem: „przedstawiłem was bowiem jednemu mężowi jako oblubieńcowi” (2 Kor 11. 2), jest także korzeniem, napojem, pokarmem i życiem: „Ja żyję” znaczy „nie ja żyję tylko Chrystus we mnie” (Gal 2. 20). Jest dla nas także apostołem, arcykapłanem, nauczycielem, ojcem, bratem i współdziedzicem z nami, który dzieli z nami grób i krzyż. „Z Nim jesteśmy pogrzebani” znaczy „jeśli zostaliśmy z Nim wszczepieni w podobieństwo Jego śmierci, tak będziemy wszczepieni w podobieństwo Jego zmartwychwstania” (Rz 6. 4 – 5). Prosi nas także: „W imieniu Chrystusa spełniajmy Jego posłannictwo” (2 Kor 5. 20); jest naszym orędownikiem przed Ojcem: „On wstawia się za nami” (Rz 8. 34). Jest też mieszkaniem i gościem: „on pozostaje we mnie a ja w Nim” (Jan 6. 57); przyjacielem: „Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję” (J 15. 14); fundamentem i kamieniem węgielnym; jesteśmy Jego członkami, Jego współpracownikami, Jego polem uprawnym, Jego budowlą, Jego gałęziami, Jego współpracownikami. Bo czymże On nie chce dla nas być, skoro chce się we wszystkim z nami zjednoczyć? Tak postępuje ten, co kocha z głębi serca. Podążaj więc za Nim, wybudź się ze snu i przyoblecz się w Niego. 

Tomasz z Akwinu Mt 24. 42 – 44

Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie, a to rozumiejcie: Gdyby gospodarz wiedział, o której godzinie złodziej przyjdzie, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie

        Tu Pan wyraźnie wskazuje na to, że nikt nie zna dnia powtórnego przyjścia, tylko Ojciec, i że poznanie tej godziny nie byłoby dla apostołów pożyteczne. Chce bowiem, by uczniowie zawsze byli pełni wiary, w radosnym oczekiwaniu na Tego, którego czasu przyjścia nie znają. W związku z tym Jezus mówi: „Czuwajcie więc, bo nie wiecie…” itd. Na co warto zwrócić uwagę, nie powiedział: „Bo nie wiemy”, tylko: „Bo nie wiecie”, aby zaznaczyć, że dzień sądu jest także Jemu znany. Mówiąc „Czuwajcie”, Jezus nakazuje uczniom trwać w stanie czuwania. Czuwają ci, którzy mają oczy otwarte na prawdziwe światło; czuwa ten, kto wypełnia swoim życiem to w co wierzy; ten czuwa, kto odpędza od siebie ciemność snu i przepędza niedbalstwo. Naiwny człowiek stwierdzi, że te słowa odnoszą się tylko do ponownego przyjścia Chrystusa, znowu inny powie, że Jezus miał na myśli duchowe i przyszłe nadejście w sercach i umysłach uczniów, ponieważ wtedy nie żył jeszcze w nich tak, jak to będzie miało miejsce później.

        Jednak słowa o czuwaniu nie są tylko skierowane do ówczesnych słuchaczy, lecz także do tych, którzy byli przed nami, do nas i do tych, którzy przyjdą po nas, aż do Jego ostatecznego przyjścia, ponieważ dotyczą wszystkich. Bo ów dzień nadejdzie dla każdego z nas, z dniem naszego odejścia, a z nim nadejdzie dzień naszego sądu. Dlatego każdy chrześcijanin musi czuwać, by przyjście Pana nie zastało go nieprzygotowanym. Bo ów dzień zastanie nieprzygotowanymi tych, którzy w ostatnim dniu swojego życia będą nieprzygotowani.

        Poprzez przykład gospodarza Jezus pokazuje wyraźnie, dlaczego nie zdradza, kiedy dzień sądu nastąpi, kiedy mówi: „Ale to wiedzcie, że gdyby gospodarz wiedział …” itd. – Domem gospodarza jest duch człowieka; zaś jego domem jest dusza; złodziejem jest diabeł. Każde zaś słowo, które nie wchodzi do duszy osoby nieostrożnej niejako naturalnie, jest słowem wrogim. Takie słowo jakby włamuje się do domu, najpierw niszcząc pewne struktury duszy, tzn. rozum, a po wyważeniu wejścia okrada duszę. Czasami udaje się złapać złodzieja akurat podczas próby włamania, tym samym zabijając go. Niestety, złodziej nie przychodzi w ciągu dnia, kiedy dusza gorliwego człowieka jest oświetlona słońcem sprawiedliwości, lecz w nocy, tzn. w czasie trwania w grzechu. Jeśli ktoś znajduje się w tym stanie, to choć jest pozbawiony mocy słońca, może zostać oświetlony każdym blaskiem światła jakim jest Słowo Boże, które jest dla niego lampą, i choć tkwi w grzechu, to ma chęć poprawy i jest na tyle czujnym, by jego zamiar nie został udaremniony. Jednak w czasie próby, kuszenia lub innych nieszczęść, diabeł stara się niezwłocznie włamać do domu jakim jest dusza. Najczęściej wróg włamuje się, kiedy gospodarz nie jest tego świadomy, czyli wtedy, kiedy duch odpoczywa od czujności, śmierć przychodzi nieoczekiwanie i wchodzi do chaty naszego ciała i zabija gospodarza domu, którego zastała śpiącym; ponieważ w czasie, gdy duch w żaden sposób nie przewiduje przyszłej szkody, śmierć prowadzi go nieprzygotowanego na karę. Lecz gdyby był przytomny, stawiłby opór złodziejowi, który potajemnie rabuje duszę, i podjąłby odpowiednie środki przed przybyciem sędziego i spotkałby się z nim wcześniej, w sakramencie pokuty, aby nie zginąć bez skruchy i pojednania. Pan zatem nie chciał objawić ostatniej godziny, aby zawsze budziła ona lęk, abyśmy nieustannie się na nią przygotowywali, skoro jej nie znamy i nie potrafimy jej przewidzieć. Stąd wniosek: „Bądźcie gotowi, bo w godzinie…” itd. W ten sposób zdaje się, Pan chce zawstydzić tych, którzy nie mają takiej gorliwości o swoje dusze, jak ci, co nieustannie troszczą się o swoje pieniądze ze strachu przed złodziejem.

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Recent posts

Quote of the week

"People ask me what I do in the winter when there's no baseball. I'll tell you what I do. I stare out the window and wait for spring."

~ Rogers Hornsby